śnieg.
mój upragniony, wytęskniony, czysty, bezbronny, magiczny. jest i nie poddaje się.
chociaż temperatura wariuje, nie ma go tylko przez chwilę. to jest piękne. że takie małe coś potrafi zawalczyć.
czasem wystarczy odrobina wiatru, a człowiek już kuli się w sobie. tylko, że to nie tędy droga, bo im bardziej wieje, tym bardziej powinno się cisnąć do przodu!
nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo.
muzyka mnie ostatnio czaruje, każda nanokomórka czuje ją milion razy mocniej niż zwykle. miło, że mam wokół siebie ludzi, którym jeszcze zależy. zawsze to inaczej jak jest do kogo otworzyć mordkę.
i z tego miejsca dziękuje Wam bardzo za wszystko:
1. za codzienne heheszki
2. za możliwość obserwowania jak Wam się wszystko powoli układa
3. za wredne żarty, które są świetne, ale nadal wredne ;)
4. za wspólne hektolitry wypitej herbaty
5. za obecność samą w zasadzie
6. za miliony zadawanych pytań
7. za drugie tyle durnych odpowiedzi
8. za naprawdę cięte riposty
9. za to, że przez Was mogę nauczyć się spokoju i cierpliwości
10. za rozmowy do godzin porannych najczęściej
11. i za to, że jesteście, mniej lub bardziej.
to nic, że czasem mam ochotę zaplanować krok po kroku jak uprzykrzyć Wam życie.
najważniejsze jest to, że Wy trzymacie mnie na powierzchni i nie pozwalacie pójść na dno.
albo, żeby po prostu zdmuchnął mnie wiatr.
poniedziałek, 5 grudnia 2016
wtorek, 8 listopada 2016
ona za bardzo lubi książki i to pomieszało jej w głowie
no tak. i kolejny raz się zagubiłam. chociaż może nie do końca, bo doskonale wiem, czego chcę. czasem tylko jak drepczę sobie ulicą jest mi trochę smutno. ja już sama nie wiem, dlaczego ludzie tak bardzo lubią utrudniać sobie życie - zamiast podejść, wyjaśnić, wykrzyczeć, porozumiewawczo spojrzeć. phi! a podobno to ja jestem mistrzem w komplikowaniu spraw!
połknęłam dzisiaj książkę.
mam tyle rzeczy do przemyślenia, że zaraz napuszczę wody do wanny, żeby to w niej utopić. bo jak się człowiek wymoczy to i mu tak lżej jakoś, milej na tym wymęczonym organie wyniośle nazywanym sercem.
doszłam też do wniosku, że jesienią liście są najcudowniejsze, chociaż widok rzedziutkiego śniegu pobił je w jednej chwili! to nic, że widziałam go tylko przez sekundę - świadomość, że niedługo stanie się codziennością jakoś paradoksalnie uspokaja.
bo będzie pięknie, będzie biało i będzie niesamowicie i tak bardzo po mojemu, bo surowo i poskładanie, chociaż jak się wejdzie do mojego pokoju to strach postawić stopę, a nóż-widelec znajdzie się jakieś przezroczyste i nienawistne lego, które tylko czeka na mały palec.
tymczasem, jak wspominałam - idę powytrząchać natłok moich wewnętrznych niepewności :)
wspaniałej nocy!
połknęłam dzisiaj książkę.
mam tyle rzeczy do przemyślenia, że zaraz napuszczę wody do wanny, żeby to w niej utopić. bo jak się człowiek wymoczy to i mu tak lżej jakoś, milej na tym wymęczonym organie wyniośle nazywanym sercem.
doszłam też do wniosku, że jesienią liście są najcudowniejsze, chociaż widok rzedziutkiego śniegu pobił je w jednej chwili! to nic, że widziałam go tylko przez sekundę - świadomość, że niedługo stanie się codziennością jakoś paradoksalnie uspokaja.
bo będzie pięknie, będzie biało i będzie niesamowicie i tak bardzo po mojemu, bo surowo i poskładanie, chociaż jak się wejdzie do mojego pokoju to strach postawić stopę, a nóż-widelec znajdzie się jakieś przezroczyste i nienawistne lego, które tylko czeka na mały palec.
tymczasem, jak wspominałam - idę powytrząchać natłok moich wewnętrznych niepewności :)
wspaniałej nocy!
czwartek, 13 października 2016
szczęście
nie wiesz, co to, dopóki nie wrócisz do domu. nie wiesz, co to, dopóki Twój pies na zmianę nie próbuje ze szczęścia pożreć/oblizać Ci połowy twarzy, nie wiesz, co to, dopóki jeden z drugim prześcigają się w tym, który będzie leżał mi na nogach. nie wiesz, co to, dopóki sobie nie przypomnisz. dopóki nie wejdziesz do miejsca, w którym było kiedyś o te parę osób więcej. dopóki miejsca dla innych bezwartościowe i pospolite Ciebie nie doprowadzą do łez. dopóki nie poczujesz ciepła, które bije od istoty, która kocha całkowicie bezwarunkowo. dopóki nie siądziesz, nie popatrzysz, nie poodychasz tym wszystkim. to jest zwykły dom. ale dla mnie to jest wszystko. wiele razy tu płakałam, cieszyłam się, byłam wściekła, rozdrażniona, smutna, wesoła, ale chyba przede wszystkim byłam szczęśliwa! i teraz też jestem. bo wszystko to, co dla mnie najważniejsze mam w jednym pokoju, mogłabym nawet powiedzieć, że w zasięgu ręki i jak tak się zastanowię to właśnie dla takich chwil żyję.
a tymczasem z Misiami, Mamą i Bratem mówię Wam dobranoc :)
a tymczasem z Misiami, Mamą i Bratem mówię Wam dobranoc :)
niedziela, 4 września 2016
bezwładnie
jest dziwnie, wcale nie tak cudownie jak miało być, zupełnie nie tak. coraz ciężej jest odróżnić rzeczywistość od wyobrażeń, nawet odwracanie uwagi nie pomaga, chociaż nie, może troszeczkę, ale tylko na chwilę. nie lubię tak i nie chcę.
piję herbatę w największym kubku świata, można się w nim utopić jak człowiek się dobrze postara. zawsze pomagała. może to głupie, ale czasem naprawdę wystarczy poczuć w rękach ciepło kubeczka i od razu jest o te parę kilogramów lżej na sercu. mam nadzieję, że jak dotrę do dna to wtedy mi się polepszy.
już sama nie wiem, co mi jest.
może dobrym pomysłem byłoby wykopanie bezpiecznej norki cztery metry pod ziemią? ale wtedy trzeba by to wszystko urządzać, porządkować... a mi się chyba tak nie chce. to do mnie nie podobne, tak mi się wydaje.
nie cierpię walczyć sama ze sobą, to boli bardziej niż bym się spodziewała.
do tego nie cierpię być sama w takich chwilach, a teraz tak właśnie jest i już sama nie wiem!
więc leżę bezwładnie, tak po prostu. i czekam aż ogrom szczęścia mnie sobą zaszczuje.
piję herbatę w największym kubku świata, można się w nim utopić jak człowiek się dobrze postara. zawsze pomagała. może to głupie, ale czasem naprawdę wystarczy poczuć w rękach ciepło kubeczka i od razu jest o te parę kilogramów lżej na sercu. mam nadzieję, że jak dotrę do dna to wtedy mi się polepszy.
już sama nie wiem, co mi jest.
może dobrym pomysłem byłoby wykopanie bezpiecznej norki cztery metry pod ziemią? ale wtedy trzeba by to wszystko urządzać, porządkować... a mi się chyba tak nie chce. to do mnie nie podobne, tak mi się wydaje.
nie cierpię walczyć sama ze sobą, to boli bardziej niż bym się spodziewała.
do tego nie cierpię być sama w takich chwilach, a teraz tak właśnie jest i już sama nie wiem!
więc leżę bezwładnie, tak po prostu. i czekam aż ogrom szczęścia mnie sobą zaszczuje.
sobota, 27 sierpnia 2016
niedziela, 21 sierpnia 2016
zapamiętujesz niewłaściwe wieczory
dlaczego to jest tak, że jeśli niebo zajdzie chmurami od razu przestaje nam się podobać? przecież to w sumie jest jak z ludźmi, nikt nas nie skreśla, jeśli mamy zły dzień, są rzeczy i chwile, które trzeba po prostu przeczekać. jak to zazwyczaj jest w tych dzikich cytatach - po każdej nocy nastaje dzień. trzeba się starać dostrzegać piękno małych rzeczy, bo naprawdę kiedyś nadejdzie taki dzień, że to nasza chwila na tym świecie się skończy, a wtedy będziemy się martwić o to, czego nie zdążyliśmy zrobić, a tak bardzo chcieliśmy. dlatego skromna prośba ode mnie do Was - pamiętajcie, że gdyby nie deszcz nigdy nie nadeszłaby wiosna i inwazja zieleni, dlatego jeśli czegoś nawet nie lubimy to nie skreślajmy tego... bo może się okazać, że coś co brzydkie z pozoru w rzeczywistości jest piękniejsze niż nam się wydaje! nie bójcie się wychodzić na deszcz, nie bójcie się patrzeć w gwiazdy, które przesłaniają chmury i przede wszystkim nie bójcie się milczeć z innymi ludźmi, bo jeśli z kimś da się posiedzieć w ciszy to można z nim spędzić kawał życia, a wartość jakości chwil, którą spędzacie z innymi, znacznie przewyższa ilość!
tak czy siak muszę się pochwalić - na świat przyszło najcudowniejsze maleństwo jakie widziałam, a te słowa brzmią dziwnie, jeśli na ogół nie lubi się dzieci. w każdym razie Mały jest prześwietny :) taka ważna była dla Niego wczorajsza noc! mam nadzieję, że zdąży nacieszyć się dzieciństwem zanim dopadnie Go szara rzeczywistość. z ciepłego, bezpiecznego brzuszka w końcu przyszedł prosto na ten pokręcony świat...
Malutki - niech ta Twoja chwila trwa jak najdłużej i będzie najpiękniejsza na świecie, niech nie omijają Cię porażki, bo na nich człowiek najwięcej się uczy, rób błędy tylko po to, żeby następnym razem być lepszym od samego siebie, niech spotka Cię miłość tak piękna i szczera jak Twoich rodziców i pamiętaj - marz ile się tylko da, bo dzięki temu będziesz mógł z dumą, w wieku 90-ciu lat powiedzieć "kurczę, to życie przeżyłem całkiem niesamowicie!"
PS. Pamiętaj, że Cię kocham! :)
tak czy siak muszę się pochwalić - na świat przyszło najcudowniejsze maleństwo jakie widziałam, a te słowa brzmią dziwnie, jeśli na ogół nie lubi się dzieci. w każdym razie Mały jest prześwietny :) taka ważna była dla Niego wczorajsza noc! mam nadzieję, że zdąży nacieszyć się dzieciństwem zanim dopadnie Go szara rzeczywistość. z ciepłego, bezpiecznego brzuszka w końcu przyszedł prosto na ten pokręcony świat...
Malutki - niech ta Twoja chwila trwa jak najdłużej i będzie najpiękniejsza na świecie, niech nie omijają Cię porażki, bo na nich człowiek najwięcej się uczy, rób błędy tylko po to, żeby następnym razem być lepszym od samego siebie, niech spotka Cię miłość tak piękna i szczera jak Twoich rodziców i pamiętaj - marz ile się tylko da, bo dzięki temu będziesz mógł z dumą, w wieku 90-ciu lat powiedzieć "kurczę, to życie przeżyłem całkiem niesamowicie!"
PS. Pamiętaj, że Cię kocham! :)
środa, 3 sierpnia 2016
chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil
tak jest, podobno.
no, a ja dzisiaj miałam retrospekcje, całkiem przyjemne swoją drogą. tak, to jest ten moment, kiedy wychodzisz z siebie i stajesz obok, żeby przez kilka sekund popatrzeć na to, co działo się kiedyś. obie dotyczą Taty. pierwsza to jak na ogrodzie uczył mnie grabić świeżo skoszoną trawę. ja zawsze byłam taką sierotą, że za mocno ściskałam stylisko, a potem ryczałam, bo odciski. a wtedy, kurcze, może to głupie, ale to było dla mnie jak magia, bo mogłam zgrabiać w nieskończoność i nic mi się nie działo...
druga dotyczyła tego, że On zawsze kładł się spać jako ostatni. i dzisiaj złapałam się na mega naiwnym pytaniu: czemu Mama gasi światło, skoro jeszcze Tata? zawsze dbał o to, żebyśmy mieli ciepłą wodę. ile razy Mu się usneło i budziłam Go jak szłam siku, dla niego woda mogła być zimna - my byliśmy ważniejsi.
mój Brat niedługo zostanie Tata, dosłownie za parę dni, wszyscy już odliczamy, bo ciężarówka (najukochańsza na świecie swoją drogą) niedługo się rozładuje - ja ogólnie dzieci nie lubię, ale tego spryciarza uwielbiam już teraz!
wiem jeszcze jedno, mianowicie to, że będzie dobrym ojcem, takim jak nasz Tata i jestem z niego bardzo dumna :)
takie mnie troche melanżocholie dopadają nocami, ale lubię je najbardziej.
Ps.: widzę Was, dzięki, że jesteście!
no, a ja dzisiaj miałam retrospekcje, całkiem przyjemne swoją drogą. tak, to jest ten moment, kiedy wychodzisz z siebie i stajesz obok, żeby przez kilka sekund popatrzeć na to, co działo się kiedyś. obie dotyczą Taty. pierwsza to jak na ogrodzie uczył mnie grabić świeżo skoszoną trawę. ja zawsze byłam taką sierotą, że za mocno ściskałam stylisko, a potem ryczałam, bo odciski. a wtedy, kurcze, może to głupie, ale to było dla mnie jak magia, bo mogłam zgrabiać w nieskończoność i nic mi się nie działo...
druga dotyczyła tego, że On zawsze kładł się spać jako ostatni. i dzisiaj złapałam się na mega naiwnym pytaniu: czemu Mama gasi światło, skoro jeszcze Tata? zawsze dbał o to, żebyśmy mieli ciepłą wodę. ile razy Mu się usneło i budziłam Go jak szłam siku, dla niego woda mogła być zimna - my byliśmy ważniejsi.
mój Brat niedługo zostanie Tata, dosłownie za parę dni, wszyscy już odliczamy, bo ciężarówka (najukochańsza na świecie swoją drogą) niedługo się rozładuje - ja ogólnie dzieci nie lubię, ale tego spryciarza uwielbiam już teraz!
wiem jeszcze jedno, mianowicie to, że będzie dobrym ojcem, takim jak nasz Tata i jestem z niego bardzo dumna :)
takie mnie troche melanżocholie dopadają nocami, ale lubię je najbardziej.
Ps.: widzę Was, dzięki, że jesteście!
poniedziałek, 25 lipca 2016
trzy razy z rzędu przeżyć luty
ostatnio doszłam do wniosku, że moje opanowanie kiedyś mnie wykończy. chociaż w sumie ciężko nazwać to opanowaniem - robię się nieznośna dla innych. ja jakoś tego nie czuję, może jestem bardziej złośliwa niż zwykle, ale bez przesady. nie wiem czy nie lepiej dla mnie byłoby gdybym non stop chodziła wściekła, a nie raz na jakiś czas rzucała talerzem.
dzisiaj mam wolne, jeszcze dwa dni pracy i urlooooooooooooooop! trochę mi smutno, że nie będzie on wyglądał tak jak miał wyglądać... szkoda, że niektórym tak łątwo przychodzi niszczenie czegoś, co budowało się bardzo długo.
pfff, odezwała się ta, co odsuwa od siebie wszystkich. ale mam na swoje wytłumaczenie fakt, że życie mnie tego nauczyło.
w każdym razie - cieszę się, że przyjeżdża, naprawdę. i to bardzo, bo długo już się z nim nie widziałam. jak się odezwie to będzie super, jeśli tego nie zrobi, trudno, jakoś sobie z tym poradzę. w tym momencie boli trochę to, co powiedział mi po śmierci Taty - że jak będę potrzebowała pomocy to on mi zawsze pomoże... w sumie, nigdy nie potrzebowałam go bardziej niż teraz. nie chodzi mi tu o pomoc, tylko o to, żeby był. nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie mam za co - nie moja wina, że to czego miał się dowiedzieć ode mnie sprzedał mu ktoś inny nie pytając mnie o zdanie, bardzo mądrze swoją drogą... ale jak się szuka problemu na siłę to zawsze się go znajdzie.
jest moim Bratem do cholery, czy mu się to podoba czy nie ja nie mam zamiaru z niego rezygnować,
dzisiaj mam wolne, jeszcze dwa dni pracy i urlooooooooooooooop! trochę mi smutno, że nie będzie on wyglądał tak jak miał wyglądać... szkoda, że niektórym tak łątwo przychodzi niszczenie czegoś, co budowało się bardzo długo.
pfff, odezwała się ta, co odsuwa od siebie wszystkich. ale mam na swoje wytłumaczenie fakt, że życie mnie tego nauczyło.
w każdym razie - cieszę się, że przyjeżdża, naprawdę. i to bardzo, bo długo już się z nim nie widziałam. jak się odezwie to będzie super, jeśli tego nie zrobi, trudno, jakoś sobie z tym poradzę. w tym momencie boli trochę to, co powiedział mi po śmierci Taty - że jak będę potrzebowała pomocy to on mi zawsze pomoże... w sumie, nigdy nie potrzebowałam go bardziej niż teraz. nie chodzi mi tu o pomoc, tylko o to, żeby był. nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie mam za co - nie moja wina, że to czego miał się dowiedzieć ode mnie sprzedał mu ktoś inny nie pytając mnie o zdanie, bardzo mądrze swoją drogą... ale jak się szuka problemu na siłę to zawsze się go znajdzie.
jest moim Bratem do cholery, czy mu się to podoba czy nie ja nie mam zamiaru z niego rezygnować,
piątek, 22 lipca 2016
somewhere over the rainbow
no i przeżyłam - przeprowadzki i te sprawy, dziękuję dobrym duszkom za pomoc - bez nich nie dałabym rady! kogo to dotyczy, ten wie :)
wbrew pozorom mogę powiedzieć, że jestem już dużą dziewczynką, nie umarłam jeszcze z głodu!
miałam odetchnąć, a w sumie jak na razie to pracuję, pracuję, pracuję i dostaję szaleju, bo to nie tak miało być. owszem, jest fajnie. noce są krótkie, krajobraz nocny jak najbardziej ciekawy, ale...
NIE BĘDĘ NARZEKAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!
pozdrawiamy z Warszawskiej: Karola, Maciek i ja-Justyna!
a tymczasem idę na wino, pa.
wtorek, 21 czerwca 2016
oboje wiemy, co znaczy być wybrakowanym
i zagapiam się tak na Twój temat, że przejeżdzam po kilkadziesiąt przystanków.
znalazłam dawno już i do krwii się zakochałam.
tak więc mój przyszły mężu:
" Chcę być singielką, ale z Tobą.
Chcę, żebyś wychodził z kumplami na piwo. Żebyś następnego ranka miał kaca i prosił, abym do ciebie przyszła, bo będzie ci lepiej trzymając mnie w ramionach. Bo uwielbiasz, kiedy tulimy się do siebie. Chcę, abyśmy rano leżeli razem w łóżku i rozmawiali o wszystkim i o niczym, ale czasami chcę, żeby popołudniu każde z nas zajęło się swoimi sprawami i robiło coś innego przez resztę dnia.
Chcę, żebyś opowiadał mi o wieczorach spędzanych z przyjaciółmi. O tym, że w knajpie była dziewczyna, która puściła ci oczko. Chcę, żebyś wysyłał mi smsy, kiedy jesteś pijany ze swoimi kumplami. Wypisywał do mnie bzdury, tylko dlatego, że chcesz się upewnić, że ja też o tobie myślę.
Chcę jadać z tobą posiłki. Chcę, żebyś nakłaniał mnie do mówienia o sobie i żebyś sam opowiadał mi o sobie. Chcę, żebyśmy dyskutowali o Północnym Wybrzeżu i o Południowym Wybrzeżu, o zachodnich przedmieściach i wschodnich. Chcę wyobrażać sobie z tobą nasze wymarzone poddasze wiedząc, że pewnie i tak nigdy na takim nie zamieszkamy. Chcę, żebyś opowiadał mi o swoich marzeniach, nawet jeśli są kompletnie nierealne. Chcę być zaskoczona tym, że czasami przez ciebie wypowiadam zdania typu: „Bierz swój paszport, wyjeżdżamy”.
Chcę się z tobą bać. Robić rzeczy, których nie zrobiłabym z nikim innym, bo przy tobie czuję się pewnie. Wracać do domu pijana po miłym wieczorze ze znajomymi. Chcę, żebyś brał moją twarz w dłonie, całował mnie, używał mnie jako swojej poduszki i ciasno przytulał w nocy.
Chcę, żebyś miał swoje własne życie, żebyś spontanicznie decydował się na takie kaprysy jak kilkutygodniowa podróż. Żebyś zostawiał mnie samotną i znudzoną. Chcę tęsknić i tylko czekać, aż na Facebooku wyskoczy zdjęcie twojej twarzy i powie mi „cześć!”.
Nie chcę, żebyś zawsze mnie zapraszał, kiedy wychodzisz gdzieś wieczorem i ja też nie chcę cię zawsze zapraszać. Po to, żebyśmy następnego dnia mogli opowiedzieć sobie o tym, jak spędziliśmy czas.
Chcę czegoś, co jest proste i skomplikowane jednocześnie. Czegoś co sprawia, że często sama zadaję sobie pytania, ale w chwili, kiedy jesteśmy razem, znam już na nie odpowiedź. Chcę żebyś uważał, że jestem piękna, żebyś był dumny mówiąc, że jesteśmy razem. Chcę słuchać, że mnie kochasz, a przede wszystkim chcę ci mówić, że ja też kocham Ciebie. Chcę, żebyś puszczał mnie przed siebie, bo chcesz popatrzeć, jak idąc kołyszę tyłkiem. Chcę, żebyś zimą pozwalał mi zeskrobywać lód z szyb samochodu, bo śmieszy cię sposób, w jaki trzęsie się przy tym moja pupa.
Chcę snuć z tobą plany nie wiedząc, czy kiedykolwiek uda się je zrealizować. Chcę być w związku, który jest wszystkim, tylko nie oczywistością. Chcę być twoją dobrą przyjaciółką. Taką, z którą uwielbiasz spędzać czas. Chcę, żebyś miał ochotę flirtować z innymi dziewczynami, ale kiedy wieczór się kończy, zawsze pragnął wracać do mnie. Ponieważ ja będę chciała wrócić z Tobą do domu. Chcę być tą, z którą pragniesz się kochać i obok której zasypiać. Tą, która trzyma się z daleka kiedy pracujesz i uwielbia, kiedy zatracasz się w swoim świecie.
Chcę wieść życie singla, ale z Tobą. Chcę, aby nasze wspólne życie było takie, jak nasze dotychczasowe życie singli… ale razem.”
Ps. To nie mój tekst, nie jestem taka zdolna :(
znalazłam dawno już i do krwii się zakochałam.
tak więc mój przyszły mężu:
" Chcę być singielką, ale z Tobą.
Chcę, żebyś wychodził z kumplami na piwo. Żebyś następnego ranka miał kaca i prosił, abym do ciebie przyszła, bo będzie ci lepiej trzymając mnie w ramionach. Bo uwielbiasz, kiedy tulimy się do siebie. Chcę, abyśmy rano leżeli razem w łóżku i rozmawiali o wszystkim i o niczym, ale czasami chcę, żeby popołudniu każde z nas zajęło się swoimi sprawami i robiło coś innego przez resztę dnia.
Chcę, żebyś opowiadał mi o wieczorach spędzanych z przyjaciółmi. O tym, że w knajpie była dziewczyna, która puściła ci oczko. Chcę, żebyś wysyłał mi smsy, kiedy jesteś pijany ze swoimi kumplami. Wypisywał do mnie bzdury, tylko dlatego, że chcesz się upewnić, że ja też o tobie myślę.
Chcę jadać z tobą posiłki. Chcę, żebyś nakłaniał mnie do mówienia o sobie i żebyś sam opowiadał mi o sobie. Chcę, żebyśmy dyskutowali o Północnym Wybrzeżu i o Południowym Wybrzeżu, o zachodnich przedmieściach i wschodnich. Chcę wyobrażać sobie z tobą nasze wymarzone poddasze wiedząc, że pewnie i tak nigdy na takim nie zamieszkamy. Chcę, żebyś opowiadał mi o swoich marzeniach, nawet jeśli są kompletnie nierealne. Chcę być zaskoczona tym, że czasami przez ciebie wypowiadam zdania typu: „Bierz swój paszport, wyjeżdżamy”.
Chcę się z tobą bać. Robić rzeczy, których nie zrobiłabym z nikim innym, bo przy tobie czuję się pewnie. Wracać do domu pijana po miłym wieczorze ze znajomymi. Chcę, żebyś brał moją twarz w dłonie, całował mnie, używał mnie jako swojej poduszki i ciasno przytulał w nocy.
Chcę, żebyś miał swoje własne życie, żebyś spontanicznie decydował się na takie kaprysy jak kilkutygodniowa podróż. Żebyś zostawiał mnie samotną i znudzoną. Chcę tęsknić i tylko czekać, aż na Facebooku wyskoczy zdjęcie twojej twarzy i powie mi „cześć!”.
Nie chcę, żebyś zawsze mnie zapraszał, kiedy wychodzisz gdzieś wieczorem i ja też nie chcę cię zawsze zapraszać. Po to, żebyśmy następnego dnia mogli opowiedzieć sobie o tym, jak spędziliśmy czas.
Chcę czegoś, co jest proste i skomplikowane jednocześnie. Czegoś co sprawia, że często sama zadaję sobie pytania, ale w chwili, kiedy jesteśmy razem, znam już na nie odpowiedź. Chcę żebyś uważał, że jestem piękna, żebyś był dumny mówiąc, że jesteśmy razem. Chcę słuchać, że mnie kochasz, a przede wszystkim chcę ci mówić, że ja też kocham Ciebie. Chcę, żebyś puszczał mnie przed siebie, bo chcesz popatrzeć, jak idąc kołyszę tyłkiem. Chcę, żebyś zimą pozwalał mi zeskrobywać lód z szyb samochodu, bo śmieszy cię sposób, w jaki trzęsie się przy tym moja pupa.
Chcę snuć z tobą plany nie wiedząc, czy kiedykolwiek uda się je zrealizować. Chcę być w związku, który jest wszystkim, tylko nie oczywistością. Chcę być twoją dobrą przyjaciółką. Taką, z którą uwielbiasz spędzać czas. Chcę, żebyś miał ochotę flirtować z innymi dziewczynami, ale kiedy wieczór się kończy, zawsze pragnął wracać do mnie. Ponieważ ja będę chciała wrócić z Tobą do domu. Chcę być tą, z którą pragniesz się kochać i obok której zasypiać. Tą, która trzyma się z daleka kiedy pracujesz i uwielbia, kiedy zatracasz się w swoim świecie.
Chcę wieść życie singla, ale z Tobą. Chcę, aby nasze wspólne życie było takie, jak nasze dotychczasowe życie singli… ale razem.”
Ps. To nie mój tekst, nie jestem taka zdolna :(
przeszkadza mi codzienność
ostatnio coraz częściej potrzebuję jakiejś odskoczni - albo chcę się schować na jakiś czas albo pojechać gdzieś i nie wracać do rana. momentami wystarczy za duża koszulka, ale czasem, kiedy jest już tak mocarnie źle to najzwyczajniej w świecie uciekam do ludzi. nie muszę nic mówić. ja chcę po prostu być, bo wtedy czuję, że żyję, dużo bardziej niż gdybym się udzielała. lubię patrzeć jak ktoś jest szczęśliwy, zwłaszcza jeśli to ktoś mi bliski. to takie małe zboczenie. ale mówiąc o odskoczni miałam na myśli też zmiany, a tych szykuje się bardzo dużo. pierwsza i w sumie najważniejsza:
1. KRASNAL SIĘ WYPROWADZA!
* baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długo się zastanawiałam, zanim podjęłam tą decyzję, nie dlatego, że źle mi w domu, wprost przeciwnie - lubię czuć, że mam do kogo wracać, ale mam też kim się opiekować i to wyczerpuje mnie najbardziej. w skrócie moje życie skończyło się pięć i pół roku temu, dlatego chcę w końcu zacząć oddychać, spróbować chociaż trochę odbudować samą siebie, a potem, kawałek po kawałku, układać swoją przyszłość od początku. nie zostawię tych, którzy mnie potrzebują, absolutnie -będę niedaleko, żeby w każdej chwili móc wrócić, gdyby ktoś powiedział "Justyna, przyjeżdżaj." jak w każdej normalnej rodzinie zazwyczaj jest tak, że na najmłodszego dzieciora się chucha i dmucha, tak u mnie komuś się chyba coś pomerdało, bo wypuścił na mnie pieprzony halny czy jakieś inne cholerstwo. no i biorę się za siebie, koniec lenistwa, ciśniemy bieganko i rolki do oporu. trzeba zacząć w końcu wyglądać jak człowiek, a nie nabity klusek!
2. zaczynam rozszerzać swój pamiętnik
* a mianowicie - szykuje się kolejny tatuaż <3 a z racji zawodu, który chcę wykonywać w niedalekiej przyszłości szaleć mogę tylko w mało widocznych miejscach. już nie mogę się doczekać, bo będzie piękny- piękny dla mnie. w tatuażach najgorsze jest to, że jeszcze dobrze nie zrobi się jednego, a już są pomysły na następny. będzie supersupersupersuper!
34567890000000000000000...
mam zamiar wywrócić swoje życie do góry nogami, niech mi ktoś życzy powodzenia.
1. KRASNAL SIĘ WYPROWADZA!
* baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długo się zastanawiałam, zanim podjęłam tą decyzję, nie dlatego, że źle mi w domu, wprost przeciwnie - lubię czuć, że mam do kogo wracać, ale mam też kim się opiekować i to wyczerpuje mnie najbardziej. w skrócie moje życie skończyło się pięć i pół roku temu, dlatego chcę w końcu zacząć oddychać, spróbować chociaż trochę odbudować samą siebie, a potem, kawałek po kawałku, układać swoją przyszłość od początku. nie zostawię tych, którzy mnie potrzebują, absolutnie -będę niedaleko, żeby w każdej chwili móc wrócić, gdyby ktoś powiedział "Justyna, przyjeżdżaj." jak w każdej normalnej rodzinie zazwyczaj jest tak, że na najmłodszego dzieciora się chucha i dmucha, tak u mnie komuś się chyba coś pomerdało, bo wypuścił na mnie pieprzony halny czy jakieś inne cholerstwo. no i biorę się za siebie, koniec lenistwa, ciśniemy bieganko i rolki do oporu. trzeba zacząć w końcu wyglądać jak człowiek, a nie nabity klusek!
2. zaczynam rozszerzać swój pamiętnik
* a mianowicie - szykuje się kolejny tatuaż <3 a z racji zawodu, który chcę wykonywać w niedalekiej przyszłości szaleć mogę tylko w mało widocznych miejscach. już nie mogę się doczekać, bo będzie piękny- piękny dla mnie. w tatuażach najgorsze jest to, że jeszcze dobrze nie zrobi się jednego, a już są pomysły na następny. będzie supersupersupersuper!
34567890000000000000000...
mam zamiar wywrócić swoje życie do góry nogami, niech mi ktoś życzy powodzenia.
wtorek, 3 maja 2016
ten świat jest dzisiaj jakiś pokręcony
jest przyjaźń, zwykłe koleżeństwo, czasem jednak pod wpływem impulsu albo długo tłumionych emocji dzieje się coś nad czym nie można zapanować. najbardziej chyba boli, jeśli przez to traci się tą osobę. w najbardziej optymistycznych przypadkach cała sytuacja kończy się dobrze. szkoda tylko, że w większości tak nie jest i najzwyczajniej w świecie traci się kontakt, długo budowana relacja idzie do dołka. już nawet nie chodzi o to, że ktoś coś spieprzył, bo na dobrą sprawę nie zrobił nic złego. porwał się na coś, czego większość się panicznie boi - ludzie boją się zmian. a przecież one najczęściej wychodzą nam na dobre, wiadomo, że trzeba z czymś /kimś się rozstać, trzeba coś stracić, ale moim zdaniem to nic złego. jeśli odpowiada ci sytuacja, w której się znajdujesz możesz to tak zostawić, pytanie tylko czy warto? nie wiem czy ja chciałabym, żeby tak było zawsze, wiadomo, że w pewnych kwestiach tak, ale jest mnóstwo rzeczy, które chciałabym zmienić. chciałabym na przykład wrócić do czasów maleńkości, do czasów kiedy najwiekszym problemem był kołtun na włosach jakiejś lalki, zdarte kolano albo to czy chce się zjeść chleb ze skórką czy bez... tego mi w sumie brakuje najbardziej, bo im jestem starsza tym bardziej przeraża mnie przyszłość, zwłaszcza jeśli jest się tak trudnym człowiekiem jak ja. ludzie tracą beztroskość, poczucie czasu, tracą samych siebie, bo gubią się w tym z czym muszą mierzyć się każdego dnia. omijają mnóstwo rzeczy, które naprawdę warte są wiekszej uwagi. nawet najbliższym wystarczy czasem pusto potwierdzić, że wszystko jest w porządku, a takie osoby potrzebują przycisnięcia do muru, żeby móc coś z siebie wyrzucić.
dlatego prośba ode mnie - nie zniechęcajcie się, jeśli ktoś Was odtrąca, czasem nieświadomie, czasem wręcz przeciwnie. warto spróbować przebić się przez ten mur obronny, bo można odkryć kogoś, kogo kompletnie się nie spodziewaliśmy, a jeśli uda nam się taką relację utrzymać (pomimo wzlotów i upadków) to zyska się coś naprawdę niezwykłego.
moim zdaniem o coś takiego warto zawalczyć.
dlatego prośba ode mnie - nie zniechęcajcie się, jeśli ktoś Was odtrąca, czasem nieświadomie, czasem wręcz przeciwnie. warto spróbować przebić się przez ten mur obronny, bo można odkryć kogoś, kogo kompletnie się nie spodziewaliśmy, a jeśli uda nam się taką relację utrzymać (pomimo wzlotów i upadków) to zyska się coś naprawdę niezwykłego.
moim zdaniem o coś takiego warto zawalczyć.
środa, 13 kwietnia 2016
wiosna dociera wszędzie
Tak to przynajmniej wygląda, jeśli odpowiednio spojrzy się na świat. Nie chodzi tu tylko o to, że zrobiło się ciepło, co można bardzo łatwo zauważyć - wystarczy spojrzeć na ulice, gdzie mnóstwo ludzi prześciga się w przebierankach. Trzeba przecież wyletnić się adekwatnie do pogody. Nieistotne jest to, że za chwilę może spaść deszcz. Chodzi o to, że wystarczy wyjrzeć przez okno, nie ważne jak i gdzie, bo i tak praktycznie wszędzie jest już pięknie! Zieleń naciera z pełną mocą, rano można usłyszeć ptaki, chociaż nie jest ich już tak dużo jak parę lat temu... Widać, że wszystko się zmienia, ale pytanie tylko czy w dobrą stronę? Faceci się nadają tylko do tarcia chrzanu, według pani Anieli przynajmniej. Ale mi się wydaje, że czasem któremuś się zdarzy być nawet całkiem dobrym przyjacielem. Nie trzeba nim być codziennie, najważniejsze jest chyba to, żeby po pół roku, roku czy, w skrajnych przypadkach, nawet kilku latach nadal było o czym rozmawiać i co wspominać. Tak jest chyba najprzyjemniej - mieć świadomość, że jest na tym świecie ktoś, komu można w każdej chwili przeszkodzić, tylko po to, żeby powiedzieć, że przypomniało mi się imię jakiejś postaci z bajki. Takiej osobie można wylać swoje frustracje, rozczarowania, radości i plany na przyszłość i wcale nie liczy się wtedy na zapewnienie, że `tak, dobrze robisz`. Wystarczy samo wysłuchanie czy zjechanie komuś tyłka, żeby mu przypomnieć, że nadal jest człowiekiem, bo często się o tym zapomina. A jak się jest takim pokręconym człowiekiem jak ja to czasem czuje się wewnętrzną potrzebe zwykłego potrucia dupy, przywrócenia do rzeczywistości i innych zwykłych/niezwykłych rzeczy, które potrafi tylko niewielu ludzi.
No, to chyba tyle, w każdym razie - dziękuję Wam za te lata zrozumienia, łapania za warkoczyk i przywracania do pionu.
Szczególnie jednemu trollowi - z pozdrowieniami - bestfrenduganda.
No, to chyba tyle, w każdym razie - dziękuję Wam za te lata zrozumienia, łapania za warkoczyk i przywracania do pionu.
Szczególnie jednemu trollowi - z pozdrowieniami - bestfrenduganda.
poniedziałek, 28 marca 2016
szczęście jest zaraźliwe na odległość 800 metrów
Czasem zdarza się tak, że niewiadomo skąd spada na nas mnóstwo szczęścia, wręcz nie wyobrażalne ilości szczęścia. Mijają dni, miesiące, lata, podczas których nie działo się nic, a jeśli już to były to same nieszczęścia i problemy. I nagle wszystko wywraca się do góry nogami. Rzeczywistość nabiera jaśniejszych kolorów, zauważamy niezwykłość wszystkiego, co nas otacza, doceniamy ją, a wszędzie wokół siebie rozsiewamy energię, która już nie może się w nas pomieścić. Dzielimy się nią w każdym geście, spojrzeniu, w słuchaniu i mówieniu. Nasze ciało wylewa ją z siebie każdym centymetrem skóry, każdym porem, każdym włoskiem... Wszystko pięknieje, a my sami? My czujemy się tak, jakbyśmy na niebie mieli swój własny gwiazdozbiór, taki, do którego możemy uciec. To bardzo dużo. Bywają w tym szczęściu i burze. Burze tak gwałtowne, ze nie sposób nad nimi zapanować, gorsze niż sztormy czy huragany. Takie, w których pioruny strzelają jeden po drugim, raz za razem, każdy z większą mocą niż poprzedni. Ale po każdej burzy wychodzi tęcza, dlatego właśnie warto starać się przetrwać taką ulewę. Czy niebo żałuje, że sprawia szczęściu ból? Na pewno. Gdyby tak nie było nie przepraszałoby, nie starałoby się naprawić wyrządzonej krzywdy. Warto pielęgnować to szczęście, chociaż czasem nie mamy już na to sił. Pod żadnym pozorem nie wolno się poddawać, nie wolno! Nawet, jeśli opuszkami czujemy już dno, nawet, jeśli na tym dnie już klęczymy czy, w najgorszym wypadku, leżymy, bo ciężar wszystkiego nas przygniata - zawsze musimy się odbijać! Trzeba dla niego walczyć, dla niego i o nie, bo to najlepsze co nas w życiu spotyka. Dzięki niemu oddychamy, śpimy spokojnie, czujemy się bezpiecznie. Ciężko wyrazić to słowami, ale chodzi o to, że w życiu każdego człowieka nadchodzi taki moment, w którym całe zło, które nas spotkało chowa się do specjalnej szufladki z napisem "otwierać tylko, by przywrócić rozsądek". Jeśli ta szufladka będzie gdzieś w podświadomości dobrze uporządkowana nasze szczęście będzie razem z nami bezpieczne i nie będzie chciało odejść.
Moje szczęście to świat/ludzie i nigdzie się nie wybiera.
PS. Dajcie szansę swojemu szczęściu, czymkolwiek ono dla Was jest: drugą osobą, psem, spokojnym snem, jedzeniem, trawą, muzyką. Dajcie mu rozkwitnąć w sobie, a gwarantuję, że będzie co zbierać!
Moje szczęście to świat/ludzie i nigdzie się nie wybiera.
PS. Dajcie szansę swojemu szczęściu, czymkolwiek ono dla Was jest: drugą osobą, psem, spokojnym snem, jedzeniem, trawą, muzyką. Dajcie mu rozkwitnąć w sobie, a gwarantuję, że będzie co zbierać!
niedziela, 27 marca 2016
niedźwiedź w sercu
Czy możliwe jest, że ktoś, kogo kochamy przynosi nam nieszczęście? Możliwe jest, że on sam boi sie pokochać kogokolwiek w obawie przed utratą tej osoby? Nigdy nie spotkałam takiego człowieka, wiem, że na pewno byłby bardzo wyjątkowy. Smutne jest to, że taki ktoś musi żyć w ciągłym strachu, boi się o swoich bliskich, bo przez swoją nieokiełznaną dzikość w sercu łamie wszystkie obowiązujące reguły, jest przy tym sprawiedliwy, a dla rodziny poświęci wszystko. Jego więź z naturą jest niesamowita. Rozumie, o czym wieje wiatr, o czym płynie rzeka, o czym pali ogień. Rozumie, co myślą zwierzęta. Jest szalony, ucieka, kiedy czuje, że coś może zajść za daleko, ucieka, by być może, nigdy nie wrócić. Jest jednak coś, co może skłonić go do powrotu - musi czuć, że ktoś w niego wierzy, że mimo wszystko ktoś na niego czeka. Nie boi się niczego, nie dba o konsekwencje. Kiedy w końcu odważy się kogoś pokochać będzie to najszczęśliwsza osoba na świecie, bo wtedy odda jej całego siebie. Trzeba jednak uważać, żeby nie skrzywdzić nikogo z jego otoczenia
bo wtedy obudzi się niedźwiedź.
bo wtedy obudzi się niedźwiedź.
środa, 23 marca 2016
cicho aż uszy bolą
Jest czwarta nad ranem. Chyba powinnam pójść spać. Tylko kurcze, skończyłam oglądać film i jak zwykle nie mogę poradzić sobie z głową...
Dlaczego baby są takie głupie? Taka Scarlett - nie kochała Rhetta, bo chyba nie można kochać tak bardzo, że aż człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy. Cały czas latała za tym głupim Ashley'em, jakby jeszcze był tego wart. A Rhett kochał ją cały czas, od chwili, w której ją zobaczył. Zdaję sobie sprawę, że to tylko film, ale ile takich przypadków znam osobiście? Myślę, że za dużo. Ughh... Za to Lizzy, tak, to kobieta, która przypomina mi mnie samą. Mam takie samo uprzedzenie. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej? Co, jeśli przez to ominie mnie coś wyjątkowego? O ile już nie ominęło.
Dlaczego ludzie nie mogą być po prostu szczęśliwi? Przecież tak niewiele trzeba. Nie warto przejmować się głupotami. Gdy spotyka nas jakiś problem nie ma, co się użalać, trzeba spiąć tyłek i coś z tym zrobić, bo przez narzekanie i umartwianie się wszystko tylko odwleka się w czasie. To w sumie przypomina trochę topienie się - jak ktoś chce wypłynąć na powierzchnię to zepnie się w sobie i pokona wodę, ale jeśli ktoś się podda, no cóż, wtedy najzwyczajniej w świecie leci się na dno...
Czasem warto dać komuś dojść do słowa, można dowiedzieć się czegoś, czego kompletnie się nie spodziewamy. Nawet gdyby było to czymś, co miałoby nas zasmucić, co z tego? Szczerze mówiąc wolę wiedzieć takie rzeczy. Coś może mnie skrzywdzić, coś podnieść na duchu, nieistotne, ważne, że nie muszę się już nad tym zastanawiać, bo znam odpowiedź. Nikt nigdy nie mówił, że w życiu będzie z górki, a jeśli ktoś taki się trafił widocznie zbyt mało w życiu przeżył.
Niedługo będzie piąta... muszę znaleźć sobie takiego Darcy'ego albo Butlera, bo chyba tylko z takimi ludźmi mogę się dogadać. Wolę, żeby zapiekło od razu niż szczypało miesiącami.
Jest bardzo cicho - noc przerywa tylko chrapanie mojego Brata. Podobno też chrapię, to jest przerażające, bo nigdy mi się to nie zdarzało, ale chyba za dużo na siebie wzięłam. Dzisiaj pierwszy raz od dobrych paru miesięcy poczułam się tak jakoś dziwnie lekka. Paradoksalne jest to, że nikt mnie nie przytulił, z nikim nie rozmawiałam, pojeździłam trochę na rolkach ze słuchawkami w uszach i to wystarczyło...
Dobra, wystarczy, bo już sama nie wiem, o czym piszę, chyba zbyt lekko mi się zrobiło :)
Ogólnie to chodziło mi o to, żebyście się kochali, nie za coś, tylko tak zwyczajnie, po prostu, nie za pieniądze czy inny szajs, za to, że możecie w kogoś rzucić butem, wykrzyczeć mnóstwo niepotrzebnych słów tylko po to, żeby później móc za nie przepraszać. Nie wstydźcie się okazywać sobie uczuć, bo nie ma nic piękniejszego (nie mówię tu oczywiście o obleśnym całowaniu się na pokaz), chodzi mi bardziej o głupie trzymanie się za ręce, za poprawianie plecaka czy niesfornego kosmyka włosów, który z tylko sobie znanych powodów uparł się, że właśnie w tym momencie wejdzie Wam do oczu, jak już jesteśmy przy oczach, patrzcie sobie w nie, popychajcie się na ulicy, po to, żeby później zgrywać bohatera, gdy uda Wam się tego popchniętego złapać. I najważniejsze - przytulajcie się, wszyscy.
Wystarczą naprawdę małe gesty, żeby pokazać komuś, że jest dla nas ważny, róbcie je jak najczęściej, a wtedy rzadziej będziecie musieli patrzeć na zamykające się za kimś drzwi.
Dobrej nocy i kolorowych snów!
J.
Dlaczego baby są takie głupie? Taka Scarlett - nie kochała Rhetta, bo chyba nie można kochać tak bardzo, że aż człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy. Cały czas latała za tym głupim Ashley'em, jakby jeszcze był tego wart. A Rhett kochał ją cały czas, od chwili, w której ją zobaczył. Zdaję sobie sprawę, że to tylko film, ale ile takich przypadków znam osobiście? Myślę, że za dużo. Ughh... Za to Lizzy, tak, to kobieta, która przypomina mi mnie samą. Mam takie samo uprzedzenie. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej? Co, jeśli przez to ominie mnie coś wyjątkowego? O ile już nie ominęło.
Dlaczego ludzie nie mogą być po prostu szczęśliwi? Przecież tak niewiele trzeba. Nie warto przejmować się głupotami. Gdy spotyka nas jakiś problem nie ma, co się użalać, trzeba spiąć tyłek i coś z tym zrobić, bo przez narzekanie i umartwianie się wszystko tylko odwleka się w czasie. To w sumie przypomina trochę topienie się - jak ktoś chce wypłynąć na powierzchnię to zepnie się w sobie i pokona wodę, ale jeśli ktoś się podda, no cóż, wtedy najzwyczajniej w świecie leci się na dno...
Czasem warto dać komuś dojść do słowa, można dowiedzieć się czegoś, czego kompletnie się nie spodziewamy. Nawet gdyby było to czymś, co miałoby nas zasmucić, co z tego? Szczerze mówiąc wolę wiedzieć takie rzeczy. Coś może mnie skrzywdzić, coś podnieść na duchu, nieistotne, ważne, że nie muszę się już nad tym zastanawiać, bo znam odpowiedź. Nikt nigdy nie mówił, że w życiu będzie z górki, a jeśli ktoś taki się trafił widocznie zbyt mało w życiu przeżył.
Niedługo będzie piąta... muszę znaleźć sobie takiego Darcy'ego albo Butlera, bo chyba tylko z takimi ludźmi mogę się dogadać. Wolę, żeby zapiekło od razu niż szczypało miesiącami.
Jest bardzo cicho - noc przerywa tylko chrapanie mojego Brata. Podobno też chrapię, to jest przerażające, bo nigdy mi się to nie zdarzało, ale chyba za dużo na siebie wzięłam. Dzisiaj pierwszy raz od dobrych paru miesięcy poczułam się tak jakoś dziwnie lekka. Paradoksalne jest to, że nikt mnie nie przytulił, z nikim nie rozmawiałam, pojeździłam trochę na rolkach ze słuchawkami w uszach i to wystarczyło...
Dobra, wystarczy, bo już sama nie wiem, o czym piszę, chyba zbyt lekko mi się zrobiło :)
Ogólnie to chodziło mi o to, żebyście się kochali, nie za coś, tylko tak zwyczajnie, po prostu, nie za pieniądze czy inny szajs, za to, że możecie w kogoś rzucić butem, wykrzyczeć mnóstwo niepotrzebnych słów tylko po to, żeby później móc za nie przepraszać. Nie wstydźcie się okazywać sobie uczuć, bo nie ma nic piękniejszego (nie mówię tu oczywiście o obleśnym całowaniu się na pokaz), chodzi mi bardziej o głupie trzymanie się za ręce, za poprawianie plecaka czy niesfornego kosmyka włosów, który z tylko sobie znanych powodów uparł się, że właśnie w tym momencie wejdzie Wam do oczu, jak już jesteśmy przy oczach, patrzcie sobie w nie, popychajcie się na ulicy, po to, żeby później zgrywać bohatera, gdy uda Wam się tego popchniętego złapać. I najważniejsze - przytulajcie się, wszyscy.
Wystarczą naprawdę małe gesty, żeby pokazać komuś, że jest dla nas ważny, róbcie je jak najczęściej, a wtedy rzadziej będziecie musieli patrzeć na zamykające się za kimś drzwi.
Dobrej nocy i kolorowych snów!
J.
wtorek, 15 marca 2016
wiem kim jestem sam
W dzisiejszych czasach bycie samemu jest postrzegane jako dziwactwo, trudno się dziwić skoro zewsząd bombardują nas coraz to nowsze związki. Jedne prawdziwe, zawierane z miłości faktycznej, drugie pod publikę, żeby nie odstawać od innych znajomych-przecież naprawdę trudno teraz być sobą, zachować jakąkolwiek cząstkę siebie. Ale czy podążanie za tłumem na dłuższą metę wyszło kiedyś komuś na dobre? Naprawdę tak ciężko przyznać się przed kimś, że to i owo nam się nie podoba? Mówię o kimś, bo przed samym sobą jest chyba najciężej. Trochę mnie to smuci, zwłaszcza, gdy widzę, że dotyczy to ludzi z mojego bliskiego otoczenia. Nie jestem żadnym mędrcem ani filozofem, ale wiem, że największy problem leży tam, gdzie staramy się go nie widzieć. Współczesność dotyka wszystkich kwestii, ale tematyka związków jest chyba najbardziej na czasie. Kurcze, dlaczego tak jest? Terroryzuje nas to z każdej strony. Owszem, cieszę się, gdy widzę szczęście moich znajomych, ale obserwowanie obcych ludzi, gorzej, zmuszanie do obserwowania przez nich samych jest drażniące. Nie lubię na to patrzeć. Lubię, gdy idąc ulicą widzę parę w podeszłym wieku, to jak trzymają się za ręce, spogladają sobie w oczy, a najczęściej po prostu siedzą na ławeczce w parku przytuleni do siebie, bo wtedy najzwyczajniej w świecie ze sobą przebywają. Chciałabym móc zapytać chociaż połowę osób w moim wieku czy potrafią ze sobą być, milczeć. Boję się, że w większości przypadków odpowiedź byłaby przecząca. Po co milczeć, skoro można zagłuszyć ciszę? A ja tak bym właśnie chciała. Pomilczeć, pobyć, pomyśleć, poegzystować bez zobowiązań robienia czegokolwiek. Mieć, gdzie się schować, kiedy nadchodzi burza, a nie wychodzić jej naprzeciw, kiedy wiem, że nie dam rady. Uciec w takie miejsca, gdzie ciężko się dostać, nie dlatego, że droga jest ciężka i kręta, ale dlatego, że nikt nie chce nią iść, bo wydaje się beznadziejna. Nic nigdy nie jest i nie będzie beznadziejne. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Wracając do tematu - związek na siłę to coś najgorszego, a bycie samemu to nic złego, każdy prędzej czy później znajdzie swoją drugą połówkę, nigdzie nie trzeba się spieszyć, bo jeśli spotka się tą stworzoną dla nas osobę oboje zainteresowanych będzie zdawało sobie z tego sprawę. I myślę, że warto czekać, nawet jeśli czasem jest ciężko, chociażby dlatego, żeby kiedyś móc z kimś w końcu pomilczeć.
Dlatego niech inni się kochają, a ja ze swoim szaleństwem niech będę samotna.
Dlatego niech inni się kochają, a ja ze swoim szaleństwem niech będę samotna.
sobota, 12 marca 2016
boję się zapomnieć.
Zaczyna się niewinnie - od pojedyńczych wspomnień, w jednej chwili są, a w następnej zostaje już tylko pusta przestrzeń. Potem przechodzi to w stopień średnio zaawansowany - ucieka dotyk, a błysk w oczach staje się matowy nawet na zdjęciach. Ginie wszystko, pęd powietrza, gdy wracaliśmy wtedy z ogrodu, promienie słoneczne, które grały nam na twarzach, gdy siedzieliśmy przed domem, głębia słów, spędzony czas i wszystko, czego się od Ciebie nauczyłam, choć, o zgrozo!, to trzy czwarte mojego życia. A w końcu nadchodzi nieuniknione i najgorsze - zapominam brzmienie głosu... To jak przyjemnie było Cię słuchać, gdy się śmiałeś, to jak się bałam, gdy krzyczałeś i to jak w środku rozpadałam się na kawałki za każdym razem, gdy płakałeś, bo i tak się zdarzało, zazwyczaj przeze mnie. Nie pomaga nawet usilne zamykanie oczu i szukanie Cię w zakamarkach wyobraźni. Nie wypływa nic oprócz łez. To cholernie boli, bo zostałeś mi wydarty bez mojej zgody. Nie zostało dla mnie nic co mogłabym zachować, oprócz oczu, zdjęcia, kilku niewyraźnych retrospekcji (nawet ich nie potrafię odtworzyć jak trzeba) i śladu na nadgarstku. Ciężko się z tym pogodzić, zwłaszcza teraz, gdy najbardziej tego potrzebuję. Jest jeszcze TA piosenka.
I wanna hide truth, I wanna shelter you.
Już chyba do końca będzie nasza, chociaż nie, jest jeszcze jedna "Deszcze niespokojne". pamiętasz? Wróciłam kiedyś z próby i chciałam poćwiczyć, zaczęłam grać, wszedłeś do domu i stanąłeś w progu jak wryty. Uwielbiałeś ją, a teraz ja kaleczyłam ją na klarnecie. Wtedy też płakałeś. Chociaż raz to były łzy dumy, na więcej się nie doczekałam. Chyba nie było okazji. Mimo wszystko Twój głos liczył się najbardziej, a teraz nie ma nawet jego. Ze wszystkiego zostało mi nic. Zupełnie jakby ktoś na jakiś czas dał dziecku wszystkie słodycze świata, a potem zabrał i zostawił same papierki. Papierki też są ważne, ale bez zawartości nie liczą się tak bardzo. Perspektywa stracenia papierków jest równie przerażająca, co rozstanie się ze środkiem - dlatego mam nadzieję, że chociaż one ze mną zostaną.
niedziela, 6 marca 2016
każdy ma swoje później
nie mam pojęcia, kiedy nadchodzi moje. po prostu jest i już. czasem `później` sprowadza się do czyjejś obecności, powierzchni, którą można wypełnić swoimi zmartwieniami lub miejsca, które rozciąga się od jednego ramienia do drugiego, może mieć metr, półtora - to akurat nieważne, ważne, żeby tam czuć się bezpiecznie. najzwyczajniej w świecie być u siebie. mówiąc później nie mam na myśli konkretnej godziny, chodzi mi o to, że będę, kiedy będę gotowa, kiedy poczuję się potrzebna, bądź chciana. jeśli ktoś Ci się zdarza szanuj to, szanuj, bo nigdy nie wiesz, kiedy może się skończyć i znajome miejsce nagle stanie się obce lub zajęte przez kogoś innego. dopiero wtedy zaczną się schody, bo tego nie da się już przywrócić, a wciąż nawracające wspomnienia potrafią zabić duszę. nie zawsze tak to wygląda, często takie retrospekcje są dobre, ale na dłuższą metę niezdrowe. bo co, jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie to miejsce zastąpić, wytworzyć nową bezpieczną strefę, gdzie można będzie uciec przed zmartwieniami? właśnie w takiej sytuacji wracanie do przeszłości staje się niebezpieczne, zaczynają się ciągłe porównywania tego/tej z tamtym/tamtą, a to boli. nie tylko tego kogoś, nas samych też, bo tak skrupulatnie zastawiona przez nasz mózg pułapka jest ciężka do pokonania, chociaż warta zachodu. trzeba budować nowe wspomnienia, nowe momenty, nad którymi można usiąść i popijając herbatę uśmiechać się do nich. miło jest czekać na coś nowego, ta niepewność, która zaczyna kiełkować w brzuchu po jakimś czasie wychodzi na zewnątrz w postaci uśmiechu i takich chwil, które chce się wyryć sobie na skórze, zostawić jakiś namacalny ślad, aby przypominał nam, że warto się starać. nawet, jeśli czasem w tym staraniu zapominamy o samych sobie.
moje później zaczyna się gdzieś między siedzeniem w domu w rzeczach, które mnie zjadają, a rozmowami i przytulaniem z przyjaciółmi. czasem chciałoby się to zmienić, ale nie wolno nic robić na siłę - jeśli coś ma przyjść to przyjdzie, wystarczy trochę cierpliwości, bo jej nigdy za wiele i wiary w to, że w środku jesteśmy piękniejsi niż na zewnątrz, że możemy się skryć w sobie, kiedy nadchodzi niebezpieczeństwo, że możemy na naszym ciele znaleźć jeszcze miejsca nieodkryte, nie zaorane bliznami, a nawet jeśli to byśmy nie dopuścili, by pod strupkiem została rana.
dobrze mieć miejsce, na którym ktoś może zostawić swój ślad, bo dotyk jest zdecydowanie najpiękniejszym ze wszystkich zmysłów. dobrze jest się z kimś kłócić, rzucać w siebie talerzami, móc się z kimś nie zgodzić, bo w tym wszystkim chodzi tylko o jedno - żeby za sobą szaleć.
wtorek, 1 marca 2016
02.02.2016
Pięć lat temu jechałam z Bratem samochodem leśną drogą niedaleko miejscowości, w której mieszkam. Wśród tych ciemności wydawało mi się, że nic nie może mnie spotkać. W pewnym momencie, bo oczywiście jadąc słuchaliśmy muzyki, radio przygłoszone na fulla aż zatrzęsło samochodem w piosence nieznanego mi zespołu, który zdecydowanie nie żałował sobie bębna. Jej, moja pierwsza myśl, zaraz po tym jak otrząsnęłam się z szoku, który wywołała u mnie ta piosenka - kurcze! muszę dowiedzieć się co to. Odpaliłam magiczną aplikację i ... tak! znalazłam!
the sun hasn't died, deep in my bones, straight from inside
Jakiś czas później natrafiłam na drugi utwór, jak zwykle błądziłam na jutubie i matko, po raz pierwszy poryczałam się z powodu teledysku... jest tam taki fragment, kiedy młoda dziewczyna siedzi w kościele trzymając zdjęcie swoich bliskich, którzy odeszli, w tle stoi trumna, nagle zbliżenie pada na twarz dziewczyny - widać spływające łzy. Ten urywek tak wbił mi się w pamięć, że od razu ściągnęłam ten utwór. Jest mega elektryzujący, chociaż zaczyna się bardzo spokojnie to refren daje taką siłę, że naprawdę, nie ważne jak bardzo jest źle, zawsze trzeba ruszyć tyłek, powiedzieć sobie, że może być gorzej i pchać to wszystko dalej, bo najgorzej jest się zatrzymać, a wtedy byłam właśnie na takim etapie. Muzyka... no cóż, zawsze była ze mną, Mama do tej pory powtarza mi, że zachciało mi się przyjść na świat w niewłaściwej godzinie, bo akurat wtedy bardzo pięknie grało radio. Mam teraz za swoje, bo tylko muzyka (i mój pies) może mnie uspokoić. Zaczęło się tak niewinnie, potem przez 8 lat była orkiestra i klarnet, teraz od 4 lat jest gitara. No i najważniejsze - słuchawki i to, co tam gra. Wracając do tej piosenki - to jeden z niewielu utworów, które potrafią przywrócić mnie do rzeczywistości. Jeśli można wybrać jakiegoś hiciora, którego zadedykuje się swojej rodzinie to dla mnie jest to właśnie ta. Wywołuje tyle uczuć, że aż ciężko je pomieścić, chce się na raz płakać, śmiać, ughhhhhhhhhhhh, nie potrafię tego opisać, po prostu to jest o mnie, bo moja sytuacja wtedy nie wyglądała dość ciekawie. DZIĘKUJE WAM ZA NIĄ.
when your dreams all fail and the ones we hail,
are the worst of all and the blood's run stale
I wanna hide the truth, I wanna shelter you
but with the beast inside there's nowhere we can hide
no matter what we breed we still are made of greed
this is my kingdom come
look into my eyes it's where my demons hide, don't get too close
Odkryłam ich, byli ze mną zawsze wtedy, kiedy ich potrzebowałam, chociaż oni sami nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Kiedy coś znaczy dla kogoś tak dużo chciałby jakoś temu komuś/czemuś podziękować za to, że po prostu jest.
[o shit. właśnie leci ta piosenka. :< przerwa techniczna]
Nadszedł i dla mnie taki moment. Nie sądziłam, że kwiecień okaże się dla mnie tak dobrym miesiącem :) Kiedy siedziałam zawalona książkami i namiętnie wsłuchiwałam się w wykłady matematyczne kolesia z Matemaxa, bo oczywiście wizja matury była równie przerażająca, co późniejsze oczekiwanie na wyniki, znowu zaczęłam błądzić. To był czas, kiedy można było spodziewać się trasy koncertowej, bo trzy miesiące wcześniej wydali nową płytę. Wszystko było ciekawsze niż nauka więc "chwilę" przerwy postanowiłam produktywnie wykorzystać siedząc na fejsie. Stało się. Zobaczyłam zdjęcie z rozpiską koncertów. Zaczęłam się powoli załamywać, bo nigdzie nie widziałam Polski. Do czasu... aż nie zeszłam niżej. BYŁA! BYŁA PRZEDOSTATNIĄ POZYCJĄ, ALE DLA MNIE BYŁA PIERWSZA!!
to nic, że koncert miał być w zimę
to nic, że koncert miał być dopiero za rok
to nic, że nie miałam pojęcia, skąd wezmę pieniądze na zakup biletu (chociaż już wtedy postanowiłam sobie, ze wykopię je choćby spod ziemi!)
to nic, że koncert miał być w Łodzi, czyli dobre prawie pół Polski ode mnie
Najważniejsze było dla mnie to, że w końcu nadarzyła się okazja, żeby ich zobaczyć. Z nadmiaru wrażeń po prostu się po płakałam - czy to nie paradoksalne, że coś, co zrobiło dla mnie tyle dobrego zawsze doprowadza mnie do płaczu? kurczę. to chyba tak jest, że jeśli coś znaczy dla kogoś całkiem sporo, a w moim przypadku prawie wszystko, to jest czyjąś słabością i byle co może naruszyć długo budowane fasady muru obronnego. Zanosiłam się płaczem i biegłam do Mamy, biedna, bardzo się wystraszyła, bo nie zdarza mi się to często. Ledwo miałam siłę, żeby wyszlochać jej to, czego właśnie się dowiedziałam... Oczywiście, jak to moja Mama - puknęła się w głowę i stwierdziła, że jestem chora na mózg :)
02.02.2016
W końcu, po wielu miłych i nie miłych perypetiach, nadszedł ten dzień. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, w sumie nawet trochę się bałam... Jechałam tam z całkiem obcymi osobami, ale w końcu najlepszych ludzi poznaje się na koncertach, tak było i tym razem :) Droga minęła szybko, dotarliśmy do Łodzi, która przywitała nas niezbyt uprzejmie, bo deszczem i czerwonymi światłami, które świecą się w nieskończoność. Kolejki do wejścia były przeogromne, w sumie nie ma się co dziwić - w końcu koncert. Przypięli nam różowiutkie opaski i zaczęli wpuszczać, razem z jedną dziewczyną zrobiłyśmy coś mega chamskiego, bo wrąbałyśmy się z końca na sam początek kolejki... wiem, jak ja zareagowałabym na takie zachowanie więc dziwię się, że nie wywalili nas na koniec końców końców, żebyśmy tam skisły. Wtedy nie liczyło się już w sumie nic, najważniejsze było to, aby być jak najbliżej sceny! I tak było :) Stałyśmy prawie przy samych barierkach. Przed nimi występował LemON, dobry polski zespół, chociaż nie nabrał jeszcze obycia ze sceną i publicznością. Dobrze dopasowali repertuar, bo zaczęli spokojnie, a skończyli mocnymi brzmieniami, co dobrze zapowiadało ICH.
we all are living in a dream, but life ain’t what it seems
oh everything’s a mess and all these sorrows I have seen
they lead me to believe that everything’s a mess
Im bliżej ich wyjścia na scenę, tym bardziej się bałam, że nie będą tak dobrzy jak mi się wydaje, że się rozczaruję, że to wszystko na nic. W końcu wyszli ...... i okazało się, że w rzeczywistości są milion razy lepsi niż na jakichkolwiek nagraniach, teledyskach, wywiadach, wszystkim. Są niesamowici, energia, która się dzielą ogarnęła całą Atlas Arenę. Ja zapomniałam jak się nazywam, zapomniałam, ile trudu musiałam włożyć w to, żeby w ogóle móc się tu znaleźć, ile czekania , ile nabożnych próśb o koncert złożyłam, zanim go ogłosili. Zapomniałam jak bardzo jestem w dupie w domu, jak wszystko się wali, jak ciężko będzie po wszystkim wrócić do miejsca, które powinno być domem, a kojarzy się tylko z bólem i ciężką pracą. Zapomniałam o wszystkim, co złe. Bo byli tylko oni, była muzyka. A jak jest muzyka to jest wszystko. Chłonęłam każde słowo, jakbym słyszała je po raz pierwszy, każdy akord, jakbym nigdy go nie czuła...Liczyło się tylko to, że byli, że zespół, który wyciągnął mnie z dna w końcu jest tylko dwa metry ode mnie.
but I wanna dream, I wanna dream, leave me to dream
To był jeden z najlepszych dni w moim życiu, a jest ich naprawdę niewiele, dzień, który na pewno zapamiętam do końca życia, bo właśnie wtedy zrozumiałam, że naprawdę, nieważne jak jest źle - dla takich chwil można żyć i warto na nie czekać, bo dają coś więcej niż tylko wspomnienia.
now don't you understand that I'm never changing who I am
Imagine Dragons - dziekuję Wam za wszystko!
the sun hasn't died, deep in my bones, straight from inside
Jakiś czas później natrafiłam na drugi utwór, jak zwykle błądziłam na jutubie i matko, po raz pierwszy poryczałam się z powodu teledysku... jest tam taki fragment, kiedy młoda dziewczyna siedzi w kościele trzymając zdjęcie swoich bliskich, którzy odeszli, w tle stoi trumna, nagle zbliżenie pada na twarz dziewczyny - widać spływające łzy. Ten urywek tak wbił mi się w pamięć, że od razu ściągnęłam ten utwór. Jest mega elektryzujący, chociaż zaczyna się bardzo spokojnie to refren daje taką siłę, że naprawdę, nie ważne jak bardzo jest źle, zawsze trzeba ruszyć tyłek, powiedzieć sobie, że może być gorzej i pchać to wszystko dalej, bo najgorzej jest się zatrzymać, a wtedy byłam właśnie na takim etapie. Muzyka... no cóż, zawsze była ze mną, Mama do tej pory powtarza mi, że zachciało mi się przyjść na świat w niewłaściwej godzinie, bo akurat wtedy bardzo pięknie grało radio. Mam teraz za swoje, bo tylko muzyka (i mój pies) może mnie uspokoić. Zaczęło się tak niewinnie, potem przez 8 lat była orkiestra i klarnet, teraz od 4 lat jest gitara. No i najważniejsze - słuchawki i to, co tam gra. Wracając do tej piosenki - to jeden z niewielu utworów, które potrafią przywrócić mnie do rzeczywistości. Jeśli można wybrać jakiegoś hiciora, którego zadedykuje się swojej rodzinie to dla mnie jest to właśnie ta. Wywołuje tyle uczuć, że aż ciężko je pomieścić, chce się na raz płakać, śmiać, ughhhhhhhhhhhh, nie potrafię tego opisać, po prostu to jest o mnie, bo moja sytuacja wtedy nie wyglądała dość ciekawie. DZIĘKUJE WAM ZA NIĄ.
when your dreams all fail and the ones we hail,
are the worst of all and the blood's run stale
I wanna hide the truth, I wanna shelter you
but with the beast inside there's nowhere we can hide
no matter what we breed we still are made of greed
this is my kingdom come
look into my eyes it's where my demons hide, don't get too close
Odkryłam ich, byli ze mną zawsze wtedy, kiedy ich potrzebowałam, chociaż oni sami nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Kiedy coś znaczy dla kogoś tak dużo chciałby jakoś temu komuś/czemuś podziękować za to, że po prostu jest.
[o shit. właśnie leci ta piosenka. :< przerwa techniczna]
Nadszedł i dla mnie taki moment. Nie sądziłam, że kwiecień okaże się dla mnie tak dobrym miesiącem :) Kiedy siedziałam zawalona książkami i namiętnie wsłuchiwałam się w wykłady matematyczne kolesia z Matemaxa, bo oczywiście wizja matury była równie przerażająca, co późniejsze oczekiwanie na wyniki, znowu zaczęłam błądzić. To był czas, kiedy można było spodziewać się trasy koncertowej, bo trzy miesiące wcześniej wydali nową płytę. Wszystko było ciekawsze niż nauka więc "chwilę" przerwy postanowiłam produktywnie wykorzystać siedząc na fejsie. Stało się. Zobaczyłam zdjęcie z rozpiską koncertów. Zaczęłam się powoli załamywać, bo nigdzie nie widziałam Polski. Do czasu... aż nie zeszłam niżej. BYŁA! BYŁA PRZEDOSTATNIĄ POZYCJĄ, ALE DLA MNIE BYŁA PIERWSZA!!
to nic, że koncert miał być w zimę
to nic, że koncert miał być dopiero za rok
to nic, że nie miałam pojęcia, skąd wezmę pieniądze na zakup biletu (chociaż już wtedy postanowiłam sobie, ze wykopię je choćby spod ziemi!)
to nic, że koncert miał być w Łodzi, czyli dobre prawie pół Polski ode mnie
Najważniejsze było dla mnie to, że w końcu nadarzyła się okazja, żeby ich zobaczyć. Z nadmiaru wrażeń po prostu się po płakałam - czy to nie paradoksalne, że coś, co zrobiło dla mnie tyle dobrego zawsze doprowadza mnie do płaczu? kurczę. to chyba tak jest, że jeśli coś znaczy dla kogoś całkiem sporo, a w moim przypadku prawie wszystko, to jest czyjąś słabością i byle co może naruszyć długo budowane fasady muru obronnego. Zanosiłam się płaczem i biegłam do Mamy, biedna, bardzo się wystraszyła, bo nie zdarza mi się to często. Ledwo miałam siłę, żeby wyszlochać jej to, czego właśnie się dowiedziałam... Oczywiście, jak to moja Mama - puknęła się w głowę i stwierdziła, że jestem chora na mózg :)
02.02.2016
W końcu, po wielu miłych i nie miłych perypetiach, nadszedł ten dzień. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, w sumie nawet trochę się bałam... Jechałam tam z całkiem obcymi osobami, ale w końcu najlepszych ludzi poznaje się na koncertach, tak było i tym razem :) Droga minęła szybko, dotarliśmy do Łodzi, która przywitała nas niezbyt uprzejmie, bo deszczem i czerwonymi światłami, które świecą się w nieskończoność. Kolejki do wejścia były przeogromne, w sumie nie ma się co dziwić - w końcu koncert. Przypięli nam różowiutkie opaski i zaczęli wpuszczać, razem z jedną dziewczyną zrobiłyśmy coś mega chamskiego, bo wrąbałyśmy się z końca na sam początek kolejki... wiem, jak ja zareagowałabym na takie zachowanie więc dziwię się, że nie wywalili nas na koniec końców końców, żebyśmy tam skisły. Wtedy nie liczyło się już w sumie nic, najważniejsze było to, aby być jak najbliżej sceny! I tak było :) Stałyśmy prawie przy samych barierkach. Przed nimi występował LemON, dobry polski zespół, chociaż nie nabrał jeszcze obycia ze sceną i publicznością. Dobrze dopasowali repertuar, bo zaczęli spokojnie, a skończyli mocnymi brzmieniami, co dobrze zapowiadało ICH.
we all are living in a dream, but life ain’t what it seems
oh everything’s a mess and all these sorrows I have seen
they lead me to believe that everything’s a mess
Im bliżej ich wyjścia na scenę, tym bardziej się bałam, że nie będą tak dobrzy jak mi się wydaje, że się rozczaruję, że to wszystko na nic. W końcu wyszli ...... i okazało się, że w rzeczywistości są milion razy lepsi niż na jakichkolwiek nagraniach, teledyskach, wywiadach, wszystkim. Są niesamowici, energia, która się dzielą ogarnęła całą Atlas Arenę. Ja zapomniałam jak się nazywam, zapomniałam, ile trudu musiałam włożyć w to, żeby w ogóle móc się tu znaleźć, ile czekania , ile nabożnych próśb o koncert złożyłam, zanim go ogłosili. Zapomniałam jak bardzo jestem w dupie w domu, jak wszystko się wali, jak ciężko będzie po wszystkim wrócić do miejsca, które powinno być domem, a kojarzy się tylko z bólem i ciężką pracą. Zapomniałam o wszystkim, co złe. Bo byli tylko oni, była muzyka. A jak jest muzyka to jest wszystko. Chłonęłam każde słowo, jakbym słyszała je po raz pierwszy, każdy akord, jakbym nigdy go nie czuła...Liczyło się tylko to, że byli, że zespół, który wyciągnął mnie z dna w końcu jest tylko dwa metry ode mnie.
but I wanna dream, I wanna dream, leave me to dream
To był jeden z najlepszych dni w moim życiu, a jest ich naprawdę niewiele, dzień, który na pewno zapamiętam do końca życia, bo właśnie wtedy zrozumiałam, że naprawdę, nieważne jak jest źle - dla takich chwil można żyć i warto na nie czekać, bo dają coś więcej niż tylko wspomnienia.
now don't you understand that I'm never changing who I am
Imagine Dragons - dziekuję Wam za wszystko!
niedziela, 10 stycznia 2016
hope
I have loved Hope since we were kids. But tonight? Tonight I fell in love with Sky.
*Hoover, Losing Hope
Pierwszy raz zastanawiałam się dzisiaj, dlaczego nazwałam bloga tak a nie inaczej... i... w sumie nadal nie wiem dlaczego:f
Bo czym właściwie jest nadzieja?
To jedno z najbardziej nieodpowiedzialnych, abstrakcyjnych uczuć. Istnieje, jest z nami, wtedy kiedy wszystko inne odchodzi. Nie bez kozery nazywają ją matką głupich lub tą, która umiera ostatnia.
Była ze mną i odchodziła zawsze w najgorszych momentach, dlatego jej nie ufam.
Tylko ten, kto jest najwrażliwszy,może się stać najzimniejszym i najtwardszym; musi się bowiem zamknąć w hartowanym pancerzu, aby zabezpieczyć się przed szorstkimi potrąceniami. I jakże mu często ciąży ten pancerz.
*Goethe
Czy istnieją na tym świecie ludzie, którzy potrafią ją przywrócić?
Jest ktoś, kto potrafi po prostu wejść mi pod sweter i przywrzeszczeć mnie do domu? Pokazać, że wszystko to samo, że mimo tego, że zaszedł już księżyc godzina wcale nie jest żadna, że ktoś jednak kocha klauna o północy. Ktoś, kto poczeka ze mną na zmianę wiatru, zapnie mi pasy, po prostu ZPINOM.
don't get too close
Ktoś, kto uratuje mnie przed moją własną głową i demonami, które nie pozwalają mi w nocy spać.
it's dark inside
Ktoś, kto zrozumie, że oczy połączone są z duszą. A uśmiech zaczyna swoją wędrówkę od kącika ust, przebiega przez policzek i skronią dociera do oczu, do oczu, dzięki którym można zobaczyć gwiazdy - najcudowniejszą rzecz na świecie, ale też dzięki którym można wszystko znienawidzić wszystko, nawet ludzi.
Z biegiem czasu traci się nad tym kontrolę, myślę, że dlatego boję się nadziei, bo ona zawsze gdzieś się chowa, a na wyrobienie maski potrzeba bardzo dużo czasu,czasu i... ofiar.
Kimkolwiek będzie ktoś, kto to przetrwa będzie niesamowity.
HOPELESS
hope less
Hope Lesslie
"Mam zamiar przeżyć moje życie, Les. Życie, kiedy rzeczywiście jestem w stanie patrzeć w przyszłość, a szczerze mówiąc nie pomyślałbym, że będę w stanie to powiedzieć. Ale też, szczerze mówiąc, myślałem, że wciąż będę beznadziejny, ale znajduję nadzieję każdego dnia.
I czasem znajduję ją też w nocy..."
... na niebie Sky.
Dziękuję Ci Dean.
baf koniec.
ps. to tylko gra słów.
*Hoover, Losing Hope
Pierwszy raz zastanawiałam się dzisiaj, dlaczego nazwałam bloga tak a nie inaczej... i... w sumie nadal nie wiem dlaczego:f
Bo czym właściwie jest nadzieja?
To jedno z najbardziej nieodpowiedzialnych, abstrakcyjnych uczuć. Istnieje, jest z nami, wtedy kiedy wszystko inne odchodzi. Nie bez kozery nazywają ją matką głupich lub tą, która umiera ostatnia.
Była ze mną i odchodziła zawsze w najgorszych momentach, dlatego jej nie ufam.
Tylko ten, kto jest najwrażliwszy,może się stać najzimniejszym i najtwardszym; musi się bowiem zamknąć w hartowanym pancerzu, aby zabezpieczyć się przed szorstkimi potrąceniami. I jakże mu często ciąży ten pancerz.
*Goethe
Czy istnieją na tym świecie ludzie, którzy potrafią ją przywrócić?
Jest ktoś, kto potrafi po prostu wejść mi pod sweter i przywrzeszczeć mnie do domu? Pokazać, że wszystko to samo, że mimo tego, że zaszedł już księżyc godzina wcale nie jest żadna, że ktoś jednak kocha klauna o północy. Ktoś, kto poczeka ze mną na zmianę wiatru, zapnie mi pasy, po prostu ZPINOM.
don't get too close
Ktoś, kto uratuje mnie przed moją własną głową i demonami, które nie pozwalają mi w nocy spać.
it's dark inside
Ktoś, kto zrozumie, że oczy połączone są z duszą. A uśmiech zaczyna swoją wędrówkę od kącika ust, przebiega przez policzek i skronią dociera do oczu, do oczu, dzięki którym można zobaczyć gwiazdy - najcudowniejszą rzecz na świecie, ale też dzięki którym można wszystko znienawidzić wszystko, nawet ludzi.
Z biegiem czasu traci się nad tym kontrolę, myślę, że dlatego boję się nadziei, bo ona zawsze gdzieś się chowa, a na wyrobienie maski potrzeba bardzo dużo czasu,czasu i... ofiar.
Kimkolwiek będzie ktoś, kto to przetrwa będzie niesamowity.
HOPELESS
hope less
Hope Lesslie
"Mam zamiar przeżyć moje życie, Les. Życie, kiedy rzeczywiście jestem w stanie patrzeć w przyszłość, a szczerze mówiąc nie pomyślałbym, że będę w stanie to powiedzieć. Ale też, szczerze mówiąc, myślałem, że wciąż będę beznadziejny, ale znajduję nadzieję każdego dnia.
I czasem znajduję ją też w nocy..."
... na niebie Sky.
Dziękuję Ci Dean.
baf koniec.
ps. to tylko gra słów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
