poniedziałek, 5 grudnia 2016

nie otwieram się, bo wieje chłodem

śnieg.
mój upragniony, wytęskniony, czysty, bezbronny, magiczny. jest i nie poddaje się.
chociaż temperatura wariuje, nie ma go tylko przez chwilę. to jest piękne. że takie małe coś potrafi zawalczyć.

czasem wystarczy odrobina wiatru, a człowiek już kuli się w sobie. tylko, że to nie tędy droga, bo im bardziej wieje, tym bardziej powinno się cisnąć do przodu!

nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo.

muzyka mnie ostatnio czaruje, każda nanokomórka czuje ją milion razy mocniej niż zwykle. miło, że mam wokół siebie ludzi, którym jeszcze zależy. zawsze to inaczej jak jest do kogo otworzyć mordkę.

 i z tego miejsca dziękuje Wam bardzo za wszystko:
1. za codzienne heheszki
2. za możliwość obserwowania jak Wam się wszystko powoli układa
3. za wredne żarty, które są świetne, ale nadal wredne ;)
4. za wspólne hektolitry wypitej herbaty
5. za obecność samą w zasadzie
6. za miliony zadawanych pytań
7. za drugie tyle durnych odpowiedzi
8. za naprawdę cięte riposty
9. za to, że przez Was mogę nauczyć się spokoju i cierpliwości
10. za rozmowy do godzin porannych najczęściej
11. i za to, że jesteście, mniej lub bardziej.

to nic, że czasem mam ochotę zaplanować krok po kroku jak uprzykrzyć Wam życie.

najważniejsze jest to, że Wy trzymacie mnie na powierzchni i nie pozwalacie pójść na dno.

                                                      albo, żeby po prostu zdmuchnął mnie wiatr.