Oj, dawno mnie tu nie było... W sumie nie wiem dlaczego, po prostu nie miałam weny, jeśli można to tak nazwać. Do tego nauka, szkoła i dużo innych zajęć:f
Kiedy wracałam do domu po sylwestrze, w Nowy Rok, jak zwykle nie sprawdziłam, o której mam busa powrotnego do domu. Okazało się, że jest, ale mam do niego aż półtorej godziny. Zgłodniałam więc zaczęłam szukać chociaż jednego otwartego sklepu, bo to jednak święto. Zajęło mi to pół godziny, kupiłam sobie jakieś drobiazgi i powoli szłam w stronę Dworca.
Nagle, zza rogu wyszedł bezdomny. Nigdy nie zwracałam na nich uwagi, bo zazwyczaj są neutralni lub pijani, ale nigdy się nie spodziewałam, że teraz będzie inaczej.
Już prawie go minęłam, kiedy zaczął coś mówić. Prawie go nie słyszałam, bo miałam w uszach słuchawki. Nadal nie mogę sobie wyobrazić swojego wyrazu twarzy, pamiętam, iż powiedział, żebym się nie bała, bo on tylko tak strasznie wygląda. Mnie najzwyczajniej w świecie zatkało i nic nie mówiłam. Zapytał mnie potem czy mogę mu kupić hot-doga w żabce, bo jest wycieńczony. Powiedziałam, że bardzo mi przykro, ale niestety nie mogę, chociaż tak naprawdę było mnie na to stać. Po prostu się wystraszyłam i byłam w szoku. On stwierdził, że rozumie i mimo wszystko życzy mi wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku.
To był kolejny moment, w którym stanęłam jak wryta.
Nigdy w życiu nie zdarzyła mi się taka sytuacja i nigdy nie pomyślałabym, że coś takiego jest możliwe. Nie spodziewałam się takiego zachowania od kogoś, kto jest bardziej potrzebujący ode mnie.
Wiem, że do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że tak postąpiłam. Najgorsza w tym wszystkim jest świadomość, że on może już nie żyć i to, że mogło się tak stać przeze mnie...
Mimo wszystko mam nadzieję, że wszystko z nim okej i że kiedyś za jego uprzejmość los się odwróci i będzie miał lepsze życie.
Ale przede wszystkim - mam nadzieję, że mi wybaczył.