mam jakiś dziwny nacisk na mózg, tak boli mnie głowa, że aż mi się chyba kurczy, śmieszne uczucie. ostatnio tak się czułam, jak zemdlałam po oddaniu krwi.
dzizys, pierwszy raz w życiu mi się to zdarzyło:f
co zrobiłam, gdy się ocknełam? oczywiście zaczełam się głupkowato śmiać, przez co wszyscy krwiodawcy mieli ze mnie srogą polewkę, a pielęgniarki patrzyły na mnie jak na wariatkę, to było miłe ;)
jeeeeeej, uwielbiam ludzi, którzy znają mnie tylko wtedy, kiedy coś chcą albo coś się dzieje. to potrafi bardzo dowartościować człowieka, sprawia, że czuje się potrzebny. to niesamowite!
dziękuję Wam Człowieki, dzięki Wam czuję się nieoceniona!
niedziela, 15 marca 2015
środa, 11 marca 2015
rozczochrane myśli.
wędruje sobie ktoś, w tą i w tamtą, słowem-wszędzie. no i po co? goni wszystko: innych ludzi, samochody, rowery, psy, ptaki, pełzającą dżdżownicę, ale przede wszystkim to czas. no i po co biec, jak można się zatrzymać, chociaż na chwilę? każdy się kiedyś zmęczy. a jak sie człowiek zatrzyma to i pinionżka znajdzie, odpocznie, zrelaksuje się, pomyśli nad swoim zachowaniem i może iść wydurniać się dalej przed "władcami tego świata".
"było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel - za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w brud."
tarararaa, fajny ten Perfect.
"Chustka" nadal się czyta, mądra kniga, nie powiem. tak się zastanawiałam dzisiaj jak to jest być chorym i doszłam do wniosku, że to jest, w pewnym sensie oczywiście, błogosławieństwo- zaczyna się rozumieć, po co to wszystko, doceniać, korzystać, cieszyć się, martwić tylko ważnymi sprawami, a nie tym, jak ciuch sobie kupić za zdobyte pieniądze, to wszystko wywraca się do góry nogami, ale jednocześnie sprawia, że ludzie potrafią odnaleźć siebie, odkryć. to jest wspaniałe. straszne jest to, że walka z tym gównem jest nierówna... myśli człowiek, że się pozbył, a tu się okazuje, że to zwierze wraca "a, podokuczam mu troche, to se zaraże, to, tamto, a jak mnie zdenerwuje to zaraże wszystko".
tak, to zdecydowanie jest niesprawiedliwe.
wędruje sobie ktoś, w tą i w tamtą, słowem-wszędzie. no i po co? goni wszystko: innych ludzi, samochody, rowery, psy, ptaki, pełzającą dżdżownicę, ale przede wszystkim to czas. no i po co biec, jak można się zatrzymać, chociaż na chwilę? każdy się kiedyś zmęczy. a jak sie człowiek zatrzyma to i pinionżka znajdzie, odpocznie, zrelaksuje się, pomyśli nad swoim zachowaniem i może iść wydurniać się dalej przed "władcami tego świata".
"było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel - za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w brud."
tarararaa, fajny ten Perfect.
"Chustka" nadal się czyta, mądra kniga, nie powiem. tak się zastanawiałam dzisiaj jak to jest być chorym i doszłam do wniosku, że to jest, w pewnym sensie oczywiście, błogosławieństwo- zaczyna się rozumieć, po co to wszystko, doceniać, korzystać, cieszyć się, martwić tylko ważnymi sprawami, a nie tym, jak ciuch sobie kupić za zdobyte pieniądze, to wszystko wywraca się do góry nogami, ale jednocześnie sprawia, że ludzie potrafią odnaleźć siebie, odkryć. to jest wspaniałe. straszne jest to, że walka z tym gównem jest nierówna... myśli człowiek, że się pozbył, a tu się okazuje, że to zwierze wraca "a, podokuczam mu troche, to se zaraże, to, tamto, a jak mnie zdenerwuje to zaraże wszystko".
tak, to zdecydowanie jest niesprawiedliwe.
niedziela, 8 marca 2015
czwartek, 5 marca 2015
don't get too close, it's dark inside, it's where my demons hide
czyli pełne szaleństwo, w którym postanawiam nie stresować się na maturze.
szczególnie po całym dniu nieuważania i czytania "Chustki".
polecam szczególnie ludziom, którzy myślą, że gorzej być nie może. otóż może, ale niektórzy potrafią przejść przez tragedię z uśmiechem.
i tego w sumie wszystkim życzę- uśmiechu, ludzie, cieszcie się ze wszystkiego: z tego, że ktoś podwadzi Wam nogę, z obdartego kolana, z możliwości wstania rano, zaśnięcia, ze szczekania psa i z innych totalnie głupich rzeczy! gdy ktoś się śmieje nie jest idiotą i wariatem (no chyba, że chodzi o mnie, bo ja to combo wszystkich wymienionych), to znaczy, że wie, co się w życiu liczy.
see you later Krokodajl
środa, 4 marca 2015
niedziela, 1 marca 2015
to jest właśnie niezbednik obserwatora nieba
wygrzebałam swoją wakacyjną pracę na konkurs, w którym, o dziwo, udało mi się osiągnąć coś małego.
Pierwszą, najważniejszą rzeczą, jaką musisz wiedzieć, by dokładnie przyjrzeć się gwiazdom jest to, że po dłuższym wpatrywaniu się w Księżyc widać wokół niego jaśniejszą obwódkę. Musisz gapić się na niego aż zaczną boleć Cię oczy, bo dopiero wtedy zobaczysz to, co chcesz dostrzec. Tak samo jest z chmurami i ludźmi.
Najłatwiej jest wystawić pochopną opinię, nie tylko najłatwiej, ale i najprościej. Nie interesuje Cię dłuższe przyjrzenie się obiektowi, nie sprawdzisz czy na pewno jest taki, jak Ci się wydaje. Nie zauważasz w swoim życiu znaków, zwykłych niezwykłych zjawisk. Kierujesz się tylko tym, żeby nie mieć problemów, ale przecież one zawsze były i będą – są nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Jeśli jednak zauważasz wokół siebie wspaniałość otoczenia, jesteś szczęśliwy, że możesz przebywać z kimś po prostu, nie z jakiegoś powodu, zachwycasz się czymś, co wcale nie jest najcudowniejsze lub po prostu cały czas uśmiechasz się, ot, tak – nazywany jesteś dziwakiem.
Nie ma nic strasznego w tym, że ktoś jest normalny na swój sposób, bo tak naprawdę nie ma na świecie żadnego człowieka, który nie miałby jakiegoś, mniejszego lub większego, skrzywienia psychicznego. To jest właśnie cudowne – fakt, że możesz z kimś popatrzeć w gwiazdy, pomilczeć, pośmiać się, po prostu być. Podobno wystarczy tylko 5 sekund, żeby wyrobić sobie o kimś zdanie, ile potrzeba, żeby go poznać? Dobre sobie, ludzie żyją ze sobą po pięćdziesiąt lat i cały czas się poznają. W życiu musisz nauczyć się kontroli, we wszystkim, w wydawaniu opinii i wyroków też.
Co widzisz, kiedy z kimś rozmawiasz? Widzisz kolor oczu, wyraz twarzy, zmarszczki rysujące się na skórze? Jeśli dociera do Ciebie tylko to, co ktoś chce powiedzieć, jesteś biedny. Przypatrz się, może zobaczysz pozorne zmartwienie, jakby Twój rozmówca popełniał błąd – to znaczy tylko to, że mówi szczerze. Zwróć uwagę na to, że jeśli chce odwrócić Twoją uwagę trajkota bez ładu i składu, mówiąc o niczym. Patrz w oczy, bo one są lustrem duszy, w nich tkwią ludzkie demony, one wyrażają najwięcej, musisz tylko na nie spojrzeć w odpowiedni sposób. Niech będą dla Ciebie ustami, sercem, niech będą drogowskazami!
Obserwuj chmury, radość z jaką wędrują po niebie wprost z nich emanuje – tak jak Księżyc, też mają swoje świetliste ramki. Są o tyle ciekawsze, że potrafią się zmieniać razem z obłokami. Kształt jest dla nich tylko chwilowym stanem, w każdej chwili jest gotowy na zmiany. Chmury są ważne też z innego powodu – chmury niosą ze sobą nadzieję i wiarę w to, że warto się starać. I mimo, że patrzenie w nie jest bolesne, jak większość spraw, które przynoszą ból, pomaga.
Pewnie lubisz oglądać filmy, zwróciłeś kiedyś uwagę na to, że sam jesteś aktorem? Twoje życie to ciąg filmów. Wszystko zaczyna się od tego, że masz tam przygody, które po pewnym czasie przekształcają się w kłopoty. Wkrótce przyznajesz się, że masz problemy i ciężko pracujesz, po to, by stać się lepszym człowiekiem, a takie zachowanie przyciąga szczęśliwe zakończenia. Dzięki temu może ono rozkwitnąć, zupełnie jak w Twoim ulubionym filmie. Bo w końcu, kto nie lubi szczęśliwych zakończeń?
Zastanawiałeś się kiedyś jak to jest być szalonym? To musi być nieziemskie uczucie! Widzisz więcej, rozumiesz więcej, słyszysz więcej, jesteś w pewnym sensie czymś więcej niż tylko
człowiekiem, a mimo to jesteś uważany za coś gorszego, za margines. Wiesz, co jest najlepsze? To, że tylko szaleńcy są coś warci!
To wszystko przypomina trochę samotną jazdę samochodem, która trwa całą noc, a wydaje się ciągnąć przez lata. Widzisz przerywane białe linie , które śmigają sto dziesięć kilometrów na godzinę, Twoje oczy się przymykają, a umysł odpływa gdzieś w stronę wspomnień z całego życia – przyszłości i przeszłości, wspomnień z dzieciństwa, a nawet myśli o własnej śmierci – Aż liczby na prędkościomierzu przestają dla Ciebie cokolwiek znaczyć. I wtedy wstaje słońce i docierasz do celu, przebyta podróż przestaje być rzeczywista, bo surrealne uczucie zniknęło, a czas wrócił na swoje miejsce.
Większość ludzi nie zauważa świetlistych krawędzi okalających chmury , mimo że przecież można je zobaczyć niemal codziennie.
Zaczynasz czuć emocje, które stara się przekazać piosenkarz śpiewając dużo dla niego znaczący utwór, szczypiesz kogoś w łokieć, żeby poczuć się bezpiecznie, zwracasz uwagę na dźwięk przegryzanej marchewki, cieszy Cię widok rosnącej niezapominajki, we śnie wyobraźnia zabiera Cię do Krainy Czarów razem z Białym Królikiem i Szalonym Kapelusznikiem, którego wygląd zależy od nastroju, widzisz wzory na bezkształtnych masach, tatuaże nie są dla Ciebie czymś dziwnym, tylko czymś w rodzaju pamiętnika, masz marzenia, w które wierzysz tak mocno, że zaczynają się spełniać. Jeśli tylko znasz uczucie towarzyszące szarpaniu strun gitary, które nucą dla Ciebie i czujesz wszechobecną magię jedno jest pewne – należysz do mojego świata.
Pierwszą, najważniejszą rzeczą, jaką musisz wiedzieć, by dokładnie przyjrzeć się gwiazdom jest to, że po dłuższym wpatrywaniu się w Księżyc widać wokół niego jaśniejszą obwódkę. Musisz gapić się na niego aż zaczną boleć Cię oczy, bo dopiero wtedy zobaczysz to, co chcesz dostrzec. Tak samo jest z chmurami i ludźmi.
Najłatwiej jest wystawić pochopną opinię, nie tylko najłatwiej, ale i najprościej. Nie interesuje Cię dłuższe przyjrzenie się obiektowi, nie sprawdzisz czy na pewno jest taki, jak Ci się wydaje. Nie zauważasz w swoim życiu znaków, zwykłych niezwykłych zjawisk. Kierujesz się tylko tym, żeby nie mieć problemów, ale przecież one zawsze były i będą – są nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Jeśli jednak zauważasz wokół siebie wspaniałość otoczenia, jesteś szczęśliwy, że możesz przebywać z kimś po prostu, nie z jakiegoś powodu, zachwycasz się czymś, co wcale nie jest najcudowniejsze lub po prostu cały czas uśmiechasz się, ot, tak – nazywany jesteś dziwakiem.
Nie ma nic strasznego w tym, że ktoś jest normalny na swój sposób, bo tak naprawdę nie ma na świecie żadnego człowieka, który nie miałby jakiegoś, mniejszego lub większego, skrzywienia psychicznego. To jest właśnie cudowne – fakt, że możesz z kimś popatrzeć w gwiazdy, pomilczeć, pośmiać się, po prostu być. Podobno wystarczy tylko 5 sekund, żeby wyrobić sobie o kimś zdanie, ile potrzeba, żeby go poznać? Dobre sobie, ludzie żyją ze sobą po pięćdziesiąt lat i cały czas się poznają. W życiu musisz nauczyć się kontroli, we wszystkim, w wydawaniu opinii i wyroków też.
Co widzisz, kiedy z kimś rozmawiasz? Widzisz kolor oczu, wyraz twarzy, zmarszczki rysujące się na skórze? Jeśli dociera do Ciebie tylko to, co ktoś chce powiedzieć, jesteś biedny. Przypatrz się, może zobaczysz pozorne zmartwienie, jakby Twój rozmówca popełniał błąd – to znaczy tylko to, że mówi szczerze. Zwróć uwagę na to, że jeśli chce odwrócić Twoją uwagę trajkota bez ładu i składu, mówiąc o niczym. Patrz w oczy, bo one są lustrem duszy, w nich tkwią ludzkie demony, one wyrażają najwięcej, musisz tylko na nie spojrzeć w odpowiedni sposób. Niech będą dla Ciebie ustami, sercem, niech będą drogowskazami!
Obserwuj chmury, radość z jaką wędrują po niebie wprost z nich emanuje – tak jak Księżyc, też mają swoje świetliste ramki. Są o tyle ciekawsze, że potrafią się zmieniać razem z obłokami. Kształt jest dla nich tylko chwilowym stanem, w każdej chwili jest gotowy na zmiany. Chmury są ważne też z innego powodu – chmury niosą ze sobą nadzieję i wiarę w to, że warto się starać. I mimo, że patrzenie w nie jest bolesne, jak większość spraw, które przynoszą ból, pomaga.
Pewnie lubisz oglądać filmy, zwróciłeś kiedyś uwagę na to, że sam jesteś aktorem? Twoje życie to ciąg filmów. Wszystko zaczyna się od tego, że masz tam przygody, które po pewnym czasie przekształcają się w kłopoty. Wkrótce przyznajesz się, że masz problemy i ciężko pracujesz, po to, by stać się lepszym człowiekiem, a takie zachowanie przyciąga szczęśliwe zakończenia. Dzięki temu może ono rozkwitnąć, zupełnie jak w Twoim ulubionym filmie. Bo w końcu, kto nie lubi szczęśliwych zakończeń?
Zastanawiałeś się kiedyś jak to jest być szalonym? To musi być nieziemskie uczucie! Widzisz więcej, rozumiesz więcej, słyszysz więcej, jesteś w pewnym sensie czymś więcej niż tylko
człowiekiem, a mimo to jesteś uważany za coś gorszego, za margines. Wiesz, co jest najlepsze? To, że tylko szaleńcy są coś warci!
To wszystko przypomina trochę samotną jazdę samochodem, która trwa całą noc, a wydaje się ciągnąć przez lata. Widzisz przerywane białe linie , które śmigają sto dziesięć kilometrów na godzinę, Twoje oczy się przymykają, a umysł odpływa gdzieś w stronę wspomnień z całego życia – przyszłości i przeszłości, wspomnień z dzieciństwa, a nawet myśli o własnej śmierci – Aż liczby na prędkościomierzu przestają dla Ciebie cokolwiek znaczyć. I wtedy wstaje słońce i docierasz do celu, przebyta podróż przestaje być rzeczywista, bo surrealne uczucie zniknęło, a czas wrócił na swoje miejsce.
Większość ludzi nie zauważa świetlistych krawędzi okalających chmury , mimo że przecież można je zobaczyć niemal codziennie.
Zaczynasz czuć emocje, które stara się przekazać piosenkarz śpiewając dużo dla niego znaczący utwór, szczypiesz kogoś w łokieć, żeby poczuć się bezpiecznie, zwracasz uwagę na dźwięk przegryzanej marchewki, cieszy Cię widok rosnącej niezapominajki, we śnie wyobraźnia zabiera Cię do Krainy Czarów razem z Białym Królikiem i Szalonym Kapelusznikiem, którego wygląd zależy od nastroju, widzisz wzory na bezkształtnych masach, tatuaże nie są dla Ciebie czymś dziwnym, tylko czymś w rodzaju pamiętnika, masz marzenia, w które wierzysz tak mocno, że zaczynają się spełniać. Jeśli tylko znasz uczucie towarzyszące szarpaniu strun gitary, które nucą dla Ciebie i czujesz wszechobecną magię jedno jest pewne – należysz do mojego świata.
wszystko
jeszcze nigdy nie czułam się tak beznadziejnie. gdyby coś mnie bolało przynajmniej miałabym wytłumaczenie... obojętność na otaczający mnie świat coraz bardziej wzrasta, nie zależy mi na niczym, więc dlaczego po obejrzeniu głupiego filmu moje poharatane serce chce wyskoczyć mi z klatki piersiowej? dlaczego wyobrażenie czegoś, co nie istnieje tak bardzo boli? dlaczego tęsknie za czymś, co nigdy nie miało miejsca? dlaczego brakuje mi kogoś, kto chociaż trochę zrozumiałby o co mi chodzi? dl...
wystarczy tego dlaczego, niedługo znienawidzę ten wyraz. nie jestem dekadentką, nie jestem samobójcą ani zbuntowanym nastolatkiem, który nie wie, co zrobić ze swoim życiem, więc, stop (nie wiem, co zrobić ze swoim życiem), więc dlaczego czuję się taka wyalienowana? może po prostu za dużo rzeczy dzieje się w mojej głowie, a gdy jest ich zbyt dużo powodują nacisk na, mój i tak malutki, mózg?
mam przyjaciół, rodzinę, mam co kochać, a mimo wszystko czegoś mi strasznie brakuje. uwielbiam się śmiać, śpiewać ulubione piosenki, chociaż mój głos brzmi gorzej niż aluminiowa puszka przyciskana do asfaltu tak mocno, że aż się zdziera, uwielbiam pomagać innym.
mimo wszystko przychodzą takie chwile, kiedy nie rejestruję świata wokół siebie, kiedy szara, mocno ubita droga jest ciekawsza niż wszystko, ciekawsza niż ludzie - mogę bezmyślnie wpatrywać się w nią godzinami, tylko patrzeć i czekać aż ktoś mnie szturchnie albo potrąci, bylebym tylko wróciła do świata żywych. kiedyś mój kolega powiedział mi, że żebym kogoś zauważyła to ta osoba musi przede mną stanąć albo we mnie wejść. wtedy go wyśmiałam. teraz widzę, że miał rację. idę ulicą ze słuchawkami w uszach i cały czas patrzę w dół, głowę podnoszę tylko wtedy, kiedy dociera do mnie, że jestem przed przejściem dla pieszych albo, co gorsza, na.
oglądałam dzisiaj film. pominę to, że był piękny, a spróbuję chociaż tutaj określić swoje uczucia. odkąd pamiętam bardzo ważna jest dla mnie muzyka, kiedy leciały napisy końcowe położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy - czułam, jakbym zamiast serca miała w klatce piersiowej stukilogramowe zwierzę, któremu brakuje powietrza i próbuje znaleźć ucieczkę, a razem z nią niezbędny tlen. bolało tak strasznie, że w pewnym momencie nie mogłam oddychać... nie mogę do tej pory. mam wrażenie, że coś mnie ściska i nie chce puścić, ale nie chce też zrobić mi krzywdy. wiem, że wyobraźnia też robi swoje, u mnie sieje spustoszenie, ale w tym wypadku chyba nie chodzi o nią - chodzi o kogoś kto był zawsze, o kogoś kto miał gdzieś to jak wyglądam, jak się czuję, o kogoś kto zawsze potrafił mnie rozśmieszyć, kogoś kto mnie rozumiał i akceptował z cały popieprzeniem i zamętem, jaki powoduje u siebie i innych, kogoś, kto był zawsze, a kogo już nie ma. chyba o to tutaj chodzi, przynajmniej po części.
ból jest bólem, był i na zawsze zostanie, ale nie potrafię pojąć jak stał się takim sprytnym mechanizmem, że wie kiedy zaatakować, by bylało najmocniej. jedyne, co przychodzi mi do głowy to lata praktyki... ludzie są tak strasznie płytcy, w porównaniu do niego - człowieka satysfakcjonują pieniądze, status społeczny, rodzina, uczucia, druga osoba, seks i dziwne systemy wartości, ból natomiast jest bezinteresowny, on wręcz troszczy się o swoja ofiarę, zastrasza ją, po czym pozwala uciec, żeby od czasu do czasu przypomnieć o swojej obecności, o tym, że cały czas nam towarzyszy i wybiera na to momenty, kiedy jesteśmy na nie najmniej przygotowani...
chyba mniej więcej to chciałam przekazać, w pewnym stopniu na pewno mi się udało, bo jest mi trochę lżej więc moge odejść do swojego szaleństwa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
