dzisiaj było pięknie - świeciło słońce, ludzie się uśmiechali, a ja się w końcu wyspałam.
w taką pogodę jak dziś wszystko jest ciekawsze, czuć iskry radości, które biją od innych, bo przecież nie da się nad tym zapanować.
miło jest wtedy patrzeć na ludzi, zastanawiać się jak oni to robią, że są tak zaraźliwie szczęśliwi... trochę żałowałam, że sama tak nie mogłam, no i zazdrościłam dzisiaj, oj strasznie! bo jak to tak, ja taka zwykła, z bolącym brzuchem, cała na czarno mając w głowie żałobę po moim poczuciu humoru wyruszyłam prosto w paszczę tej wszechobecnej szczęśliwości. i było mi smutno, bo tak bardzo chciałam tą radość choć trochę odczuwać, a tu ludzie mi kłamali prosto w oczy, starali się traktować jak śmiecia, bo przecież ja pracuję dla nich, żeby ich sługą bez mała się stać. ale co to to nie, dzięki Ci Tato za temperament.
i tak się miotałam dzisiaj, najpierw na łóżku z bólem brzucha, potem w pracy z weltschmertzem i brakiem empatii dla co wredniejszych egzemplarzy.
ale chcę też trochę podziękować, za te uśmiechy, nawet półgębkowe, nie ważne czy do mnie czy ze mnie, bo wyglądałam dziś jak czarna mamba albinos, mała, wredna, szybka, udająca twardą, a w rzeczywistości krucha jak te oszukane wielkanocne wielkie czekoladowe jaja, które wystarczy dotknąć, a zaraz zapadają się do środka! przynajmniej mnie często taki zawód spotyka, ale nie narzekam, a skąd - jestem przecież światowym wielbicielem jedzonka pod każda postacią.
pamiętajcie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;)
J.