Dzisiaj.
Idę ja, M i mały Napoleon. Wracamy ze spaceru. Niedaleko domu spotykamy dwóch chłopców, jeden miał wiaderko i czekał aż brat z łopatka nasypie mu tam ziemi. Ja kończę jeść swojego loda, M niesie tylko patyczek, a małemu Napoleonowi jeszcze nie wolno.
Nagle starszy z chłopców patrzy na mnie z uwagą, bierze rączki pod boki i mówi:
- Z lodem?! Dzisiaj?! Przecież lody można tylko w Słodką Sobotę, a dzisiaj jest środek tygodnia!!
Wmurowało mnie...
Pierwszy raz w życiu miałam wyrzuty sumienia, że jem loda i śmiało stwierdzam, że nie polecam tego uczucia.
Przeszłam trzy metry dalej, popatrzyłam na M i wybuchłam śmiechem. Odwróciłam się jeszcze, ale rezolutny chłopiec już zajął się ładowaniem ziemi do wiaderka brata. I z jednej strony cieszyłam się, że go spotkałam, ale z drugiej było mi smutno. Pamiętam jak ja szalałam za słodyczami za gówniaka, jestem pod wrażeniem, że ten maluch wyrobił u siebie takie zacięcie i wie, że takie rarytasy można tylko w ten jeden wyjątkowy dzień tygodnia.
Dzisiaj jest środa.
Jak to jest u Was? Macie cały słodki tydzień czy tylko Słodką Sobotę?
Ps. Mam nadzieję,że to drugie.
Wasza J.
środa, 2 sierpnia 2017
poniedziałek, 24 lipca 2017
uciekasz od słów
Jest 2 w nocy.
Jadę pociągiem i wyglądam przez okno. Wiesz, że wszędzie są gwiazdy? Ktoś rozsypał je jak paczkę cukierków, ale to miło z jego strony .
Jest pięknie!
Ludzie w przedziale śpią, a ja jak zawsze za dużo myślę.
Ciszę zakłóca tylko śpiew jakiejś szalonej kolonii z dwóch wagonów za moim.
Czy to nie wspaniałe? Jechać do miejsca i ludzi, ze którymi się tęskni i z którymi czuję się najlepiej na świecie. Będziemy jechać jeszcze cztery godziny. Ale to dobra podróż, jedna z tych, na które się czeka. Nie jestem sama - jest ze mną Mela, Fiszu, Organek, Dragonsi i Męskie Granie. Lepszego towarzystwa nie mogłam sobie wymarzyć.
Ostatnio sprawy trochę się pokomplikowały. Dużo obowiązków, dużo ważnych decyzji, ale mało czasu na tęsknotę. To dobrze. Czasem jej ogrom mnie przeraża.
To, jak ludzie nie doceniają codzienności jest oszałamiające... Smutno mi przez to. Chciałabym pokazać tym ważnym, że nie wszystko jest takie złe, na jakie wygląda. Wystarczy się uśmiechnąć i już zmienia się perspektywa. Chce się żyć. Potrzeba do tego kopa od drugiej osoby, a ja bardzo chętnie się tym zajmę. Jestem pierwsza do pomagania. Do układania komuś życia.
Tylko dlaczego sama nie umiem zająć się swoim:f noce takie jak ta są niebezpieczne. W takie noce myślę o tym, że kiedyś mogę nie dać rady. A przecież dam. Kiedyś dałam, poradzę sobie i teraz. Muszę to wszystko jakoś poukładać, a potem będzie dobrze.
Zawsze jest.
Nawet po najgorszej katastrofie dzieje się coś dobrego.
I tego będę się trzymać.
Dobrej nocy.
Nie miało być depresyjnie, ale jest już prawie 3 nad ranem.
Idę spać, żeby nie zwariować.
I wysyłam Wam wszystko co tylko może być najlepsze.
Kochajcie się!
J.
Jadę pociągiem i wyglądam przez okno. Wiesz, że wszędzie są gwiazdy? Ktoś rozsypał je jak paczkę cukierków, ale to miło z jego strony .
Jest pięknie!
Ludzie w przedziale śpią, a ja jak zawsze za dużo myślę.
Ciszę zakłóca tylko śpiew jakiejś szalonej kolonii z dwóch wagonów za moim.
Czy to nie wspaniałe? Jechać do miejsca i ludzi, ze którymi się tęskni i z którymi czuję się najlepiej na świecie. Będziemy jechać jeszcze cztery godziny. Ale to dobra podróż, jedna z tych, na które się czeka. Nie jestem sama - jest ze mną Mela, Fiszu, Organek, Dragonsi i Męskie Granie. Lepszego towarzystwa nie mogłam sobie wymarzyć.
Ostatnio sprawy trochę się pokomplikowały. Dużo obowiązków, dużo ważnych decyzji, ale mało czasu na tęsknotę. To dobrze. Czasem jej ogrom mnie przeraża.
To, jak ludzie nie doceniają codzienności jest oszałamiające... Smutno mi przez to. Chciałabym pokazać tym ważnym, że nie wszystko jest takie złe, na jakie wygląda. Wystarczy się uśmiechnąć i już zmienia się perspektywa. Chce się żyć. Potrzeba do tego kopa od drugiej osoby, a ja bardzo chętnie się tym zajmę. Jestem pierwsza do pomagania. Do układania komuś życia.
Tylko dlaczego sama nie umiem zająć się swoim:f noce takie jak ta są niebezpieczne. W takie noce myślę o tym, że kiedyś mogę nie dać rady. A przecież dam. Kiedyś dałam, poradzę sobie i teraz. Muszę to wszystko jakoś poukładać, a potem będzie dobrze.
Zawsze jest.
Nawet po najgorszej katastrofie dzieje się coś dobrego.
I tego będę się trzymać.
Dobrej nocy.
Nie miało być depresyjnie, ale jest już prawie 3 nad ranem.
Idę spać, żeby nie zwariować.
I wysyłam Wam wszystko co tylko może być najlepsze.
Kochajcie się!
J.
wtorek, 25 kwietnia 2017
dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień
był tragiczny.
nadal jest.
to jest w tym wszystkim najgorsze - że on nadal trwa, skończy się dopiero za 15 minut. za 15 parszywych, trwających wieczność minut.
nie chcę takich dni, nie chcę więcej śmierci, nie chcę być smutna i nie chcę patrzeć na smutek bliskich mi osób.
bo to katorga, katorga w takim sensie, że nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chcesz to nie możesz nic zrobić. i szczerze mówiąc w tym momencie mam gdzieś cały głód na świecie, wszystkie katastrofy, tragedie, bo to co dzieje się ostatnio jest osobistą tragedią każdego.
jest małym, pieprzonym i tylko naszym końcem świata.
nadal jest.
to jest w tym wszystkim najgorsze - że on nadal trwa, skończy się dopiero za 15 minut. za 15 parszywych, trwających wieczność minut.
nie chcę takich dni, nie chcę więcej śmierci, nie chcę być smutna i nie chcę patrzeć na smutek bliskich mi osób.
bo to katorga, katorga w takim sensie, że nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chcesz to nie możesz nic zrobić. i szczerze mówiąc w tym momencie mam gdzieś cały głód na świecie, wszystkie katastrofy, tragedie, bo to co dzieje się ostatnio jest osobistą tragedią każdego.
jest małym, pieprzonym i tylko naszym końcem świata.
czwartek, 13 kwietnia 2017
jutro postawię kropkę!
ostatnio chyba za dużo było tych przecinków. mam nadzieję, że dam z siebie wszystko, że stres mnie nie zeżre, że będę to miała za sobą.
a jeśli faktycznie się uda to chyba przez tydzień będę tylko jadła i spała - tak rekreacyjnie :)
a jeśli faktycznie się uda to chyba przez tydzień będę tylko jadła i spała - tak rekreacyjnie :)
poniedziałek, 27 marca 2017
czasem można potknąć się o księcia
dzisiaj było pięknie - świeciło słońce, ludzie się uśmiechali, a ja się w końcu wyspałam.
w taką pogodę jak dziś wszystko jest ciekawsze, czuć iskry radości, które biją od innych, bo przecież nie da się nad tym zapanować.
miło jest wtedy patrzeć na ludzi, zastanawiać się jak oni to robią, że są tak zaraźliwie szczęśliwi... trochę żałowałam, że sama tak nie mogłam, no i zazdrościłam dzisiaj, oj strasznie! bo jak to tak, ja taka zwykła, z bolącym brzuchem, cała na czarno mając w głowie żałobę po moim poczuciu humoru wyruszyłam prosto w paszczę tej wszechobecnej szczęśliwości. i było mi smutno, bo tak bardzo chciałam tą radość choć trochę odczuwać, a tu ludzie mi kłamali prosto w oczy, starali się traktować jak śmiecia, bo przecież ja pracuję dla nich, żeby ich sługą bez mała się stać. ale co to to nie, dzięki Ci Tato za temperament.
i tak się miotałam dzisiaj, najpierw na łóżku z bólem brzucha, potem w pracy z weltschmertzem i brakiem empatii dla co wredniejszych egzemplarzy.
ale chcę też trochę podziękować, za te uśmiechy, nawet półgębkowe, nie ważne czy do mnie czy ze mnie, bo wyglądałam dziś jak czarna mamba albinos, mała, wredna, szybka, udająca twardą, a w rzeczywistości krucha jak te oszukane wielkanocne wielkie czekoladowe jaja, które wystarczy dotknąć, a zaraz zapadają się do środka! przynajmniej mnie często taki zawód spotyka, ale nie narzekam, a skąd - jestem przecież światowym wielbicielem jedzonka pod każda postacią.
pamiętajcie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;)
J.
w taką pogodę jak dziś wszystko jest ciekawsze, czuć iskry radości, które biją od innych, bo przecież nie da się nad tym zapanować.
miło jest wtedy patrzeć na ludzi, zastanawiać się jak oni to robią, że są tak zaraźliwie szczęśliwi... trochę żałowałam, że sama tak nie mogłam, no i zazdrościłam dzisiaj, oj strasznie! bo jak to tak, ja taka zwykła, z bolącym brzuchem, cała na czarno mając w głowie żałobę po moim poczuciu humoru wyruszyłam prosto w paszczę tej wszechobecnej szczęśliwości. i było mi smutno, bo tak bardzo chciałam tą radość choć trochę odczuwać, a tu ludzie mi kłamali prosto w oczy, starali się traktować jak śmiecia, bo przecież ja pracuję dla nich, żeby ich sługą bez mała się stać. ale co to to nie, dzięki Ci Tato za temperament.
i tak się miotałam dzisiaj, najpierw na łóżku z bólem brzucha, potem w pracy z weltschmertzem i brakiem empatii dla co wredniejszych egzemplarzy.
ale chcę też trochę podziękować, za te uśmiechy, nawet półgębkowe, nie ważne czy do mnie czy ze mnie, bo wyglądałam dziś jak czarna mamba albinos, mała, wredna, szybka, udająca twardą, a w rzeczywistości krucha jak te oszukane wielkanocne wielkie czekoladowe jaja, które wystarczy dotknąć, a zaraz zapadają się do środka! przynajmniej mnie często taki zawód spotyka, ale nie narzekam, a skąd - jestem przecież światowym wielbicielem jedzonka pod każda postacią.
pamiętajcie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;)
J.
piątek, 13 stycznia 2017
dziesiątkę mam w okolicach serca
bo jestem jak tarcza strzelnicza - nie musisz celować w głowę, żeby mnie zabić
sześć lat minęło jak z bicza strzelił.
i sama nie wiem jak jest.
nie przyzwyczaiłam się, nie nauczyłam się z tym żyć.
ewentualnie trochę to akceptuję, bo sumie jak inaczej?
inne wspomnienia blakną, ale te sprzed sześciu lat są wyraźne jak cholera, godzina po godzinie, minuta po minucie. nie są przyjemne - są przepełnione bólem, pustką, tęsknotą. im później tym gorzej. bo im później tym bardziej powiększa się luka, która teoretycznie powinna być chociaż trochę wypełniona dobrymi wspomnieniami. pamiętam przyjazd Brata, pamiętam reakcję Mamy, pamiętam każdy swój ruch, pamiętam jak złapał mnie za rękę i ścisnął z całych sił, prawie mi ją miażdżąc, ale to nie bolało. cieszyłam się, że chociaż jest starszy zdecydował się szukać oparcia właśnie u mnie.
minęło sześć lat.
i ja tęsknię za Tobą Tato.
codziennie cholernie mi Ciebie brakuje. mam Ci trochę za złe to, że nas zostawiłeś. że nie zobaczyłeś drugiego wnuczka, a teraz też trzeciego. co z tego, że pewnie widzisz ich gdzieś z góry, dam sobie rękę uciąć, że tam nie dociera dźwięk ich śmiechu.
ale jest mnóstwo rzeczy, za które jestem Ci wdzięczna, bo bez nich nie byłabym teraz takim człowiekiem, jakim się stałam. nie muszę być w centrum uwagi, nie potrzebuję wiele do szczęścia, mam duże wymagania, ale dużo daję w zamian, doceniam wszystko, każdy kolejny dzień, za który mogę Ci podziękować. jest tego tyle, że mogłabym wymieniać w nieskończoność...
tak w skrócie:
Tato,
dziękuję Ci, że byłeś.
do zobaczenia kiedyś tam u góry!
córka.
sześć lat minęło jak z bicza strzelił.
i sama nie wiem jak jest.
nie przyzwyczaiłam się, nie nauczyłam się z tym żyć.
ewentualnie trochę to akceptuję, bo sumie jak inaczej?
inne wspomnienia blakną, ale te sprzed sześciu lat są wyraźne jak cholera, godzina po godzinie, minuta po minucie. nie są przyjemne - są przepełnione bólem, pustką, tęsknotą. im później tym gorzej. bo im później tym bardziej powiększa się luka, która teoretycznie powinna być chociaż trochę wypełniona dobrymi wspomnieniami. pamiętam przyjazd Brata, pamiętam reakcję Mamy, pamiętam każdy swój ruch, pamiętam jak złapał mnie za rękę i ścisnął z całych sił, prawie mi ją miażdżąc, ale to nie bolało. cieszyłam się, że chociaż jest starszy zdecydował się szukać oparcia właśnie u mnie.
minęło sześć lat.
i ja tęsknię za Tobą Tato.
codziennie cholernie mi Ciebie brakuje. mam Ci trochę za złe to, że nas zostawiłeś. że nie zobaczyłeś drugiego wnuczka, a teraz też trzeciego. co z tego, że pewnie widzisz ich gdzieś z góry, dam sobie rękę uciąć, że tam nie dociera dźwięk ich śmiechu.
ale jest mnóstwo rzeczy, za które jestem Ci wdzięczna, bo bez nich nie byłabym teraz takim człowiekiem, jakim się stałam. nie muszę być w centrum uwagi, nie potrzebuję wiele do szczęścia, mam duże wymagania, ale dużo daję w zamian, doceniam wszystko, każdy kolejny dzień, za który mogę Ci podziękować. jest tego tyle, że mogłabym wymieniać w nieskończoność...
tak w skrócie:
Tato,
dziękuję Ci, że byłeś.
do zobaczenia kiedyś tam u góry!
córka.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)