jest przyjaźń, zwykłe koleżeństwo, czasem jednak pod wpływem impulsu albo długo tłumionych emocji dzieje się coś nad czym nie można zapanować. najbardziej chyba boli, jeśli przez to traci się tą osobę. w najbardziej optymistycznych przypadkach cała sytuacja kończy się dobrze. szkoda tylko, że w większości tak nie jest i najzwyczajniej w świecie traci się kontakt, długo budowana relacja idzie do dołka. już nawet nie chodzi o to, że ktoś coś spieprzył, bo na dobrą sprawę nie zrobił nic złego. porwał się na coś, czego większość się panicznie boi - ludzie boją się zmian. a przecież one najczęściej wychodzą nam na dobre, wiadomo, że trzeba z czymś /kimś się rozstać, trzeba coś stracić, ale moim zdaniem to nic złego. jeśli odpowiada ci sytuacja, w której się znajdujesz możesz to tak zostawić, pytanie tylko czy warto? nie wiem czy ja chciałabym, żeby tak było zawsze, wiadomo, że w pewnych kwestiach tak, ale jest mnóstwo rzeczy, które chciałabym zmienić. chciałabym na przykład wrócić do czasów maleńkości, do czasów kiedy najwiekszym problemem był kołtun na włosach jakiejś lalki, zdarte kolano albo to czy chce się zjeść chleb ze skórką czy bez... tego mi w sumie brakuje najbardziej, bo im jestem starsza tym bardziej przeraża mnie przyszłość, zwłaszcza jeśli jest się tak trudnym człowiekiem jak ja. ludzie tracą beztroskość, poczucie czasu, tracą samych siebie, bo gubią się w tym z czym muszą mierzyć się każdego dnia. omijają mnóstwo rzeczy, które naprawdę warte są wiekszej uwagi. nawet najbliższym wystarczy czasem pusto potwierdzić, że wszystko jest w porządku, a takie osoby potrzebują przycisnięcia do muru, żeby móc coś z siebie wyrzucić.
dlatego prośba ode mnie - nie zniechęcajcie się, jeśli ktoś Was odtrąca, czasem nieświadomie, czasem wręcz przeciwnie. warto spróbować przebić się przez ten mur obronny, bo można odkryć kogoś, kogo kompletnie się nie spodziewaliśmy, a jeśli uda nam się taką relację utrzymać (pomimo wzlotów i upadków) to zyska się coś naprawdę niezwykłego.
moim zdaniem o coś takiego warto zawalczyć.