uwielbiam to uczucie, kiedy po prostu leżę sobie na łóżku, a obok mnie mój pies. to uczucie, kiedy mogę położyć rękę na jego boku, zamknąć oczy i jednocześnie czuć i słyszeć jak oddycha. takie momenty są dla mnie bardzo ważne. czuję wtedy, że mam koło siebie swojego najlepszego przyjaciela, kogoś, kto choć nie potrafi mówić, zawsze rozumie. kogoś, kto potrafi uspokoić moje zszargane nerwy samym swoim widokiem, a jego oddech sprawia, że czuję się odprężona, bo jednocześnie jestem bezpieczna. wielu ludzi się go boi, ale widzą w nim tylko zwykłego, spasionego i wielkiego psiora, który wygląda jakby chciał kogoś rozszarpać... dla mnie nigdy tak nie wyglądał i nigdy to się nie zmieni. cały czas jest maleństwem, które wiozłam z Bratem na kolanach prawie przez pół Polski, jest pięknym i kochanym stworzeniem, misiem-niedźwiadkiem, po prostu moim psem, którego kocham nad życie. nikt nie próbuje zobaczyć w nim wspaniałego opiekuna jakim jest, towarzysza doli i niedoli, pociesznego zwierzęcia. zupełnie jakby wszyscy przechodzący ludzie mieli wobec niego złe zamiary... to najdelikatniejszy pies jakiego w życiu spotkałam i bez powodu nic nikomu nie zrobi. bo jest mądry, tak, MĄDRY, mądrzejszy niż ludzie, a w szczególności mój sąsiad. wiem, że on rozumie wszystko, chociaż nie potrafi mówić, ktoś może się śmiać, ale ja mogę takiej osobie tylko współczuć, bo widocznie nie wie, co znaczy prawdziwy przyjaciel, nie wie jak to jest, gdy po ciężkim dniu wraca się do pustego domu, gdy jest się wściekłym i czeka się na to, by wrócić, bo ma się świadomość tego, że ktoś na nas czeka. kiedy człowiek wie, że wystarczy się tylko przytulić i wszystko, co złe odpływa w niebyt... właśnie za to mu dziękuję, bo przyjaciel nie zawsze znaczy człowiek.