Moje dwa ukochane psy zagryzły małego kota. Pewnie zastanawiasz się teraz, o co w ogóle mi chodzi...
D. i P. były ze swojego `dzieła` bardzo dumne. Nie jestem sadystką, ale nie ukrywam, że wtedy obydwie dostały po tyłkach.
Przez dwie godziny nawet nie pokazywały mi się na oczy, bo wiedziały, że nie chcę ich widzieć. Byłam na nie totalnie wściekła, bo to było takie urocze maleństwo... Łasiło się i było strasznie pocieszne. A ja bardzo nie lubię tracić czegoś, co zdążyłam już pokochać.
Obydwa moje psiska nienawidzą być ignorowane więc specjalnie udawałam, że ich nie widzę, goniłam, żeby nie pokazywały mi się na oczy, nie głaskałam = zero jakiegokolwiek kontaktu.
Tu powinnam Was jakoś zaskoczyć czy coś, ale nie.
Chodzi o to, że one po jakimś czasie zaczęły po prostu wariować, bo dobrze wiedzą, że kocham je najbardziej na świecie, zawsze je pogłaskam i przytulę... One mi po prostu wybaczyły w tempie błyskawicznym.
To tutaj będzie punkt kulminacyjny tej niespójnej i trudnej do zrozumienia opowieści.
Ja gniewałam się na nie dwa dni - one wybaczyły mi w parę godzin. Po wszystkim nasunęło mi się pytanie - ile czasu zajęłoby takie wybaczanie drugiemu człowiekowi? Przecież tak naprawdę to ja je skrzywdziłam, bo je uderzyłam, a one myślały tylko, że ta mała kotka jest niemile widzianym intruzem, tylko tyle...
Ludzie gniewają się na siebie przez kilka dni, miesięcy, lat. Zależy od stopnia nasilenia kłótni, ale tak naprawdę, chociaż się pogodzą, nie wybaczą sobie nigdy.
Każdy może się śmiać z tego, że gadam tutaj o psim przebaczeniu, ale mój przewspaniały Tata nauczył mnie ( nie musiał tego mówić, są rzeczy, które po prostu się widzi ), że jeśli już mam komuś totalnie zaufać to najlepiej niech będzie to pies, bo jako jedyne stworzenie na Ziemi nie zdradzi naszych sekretów, a nic nie zastąpi Nam tego błysku pełnego zrozumienia w psich oczach. Kto nigdy nie miał takiej więzi z psem, nie traktował Go jak przyjaciela - nie zrozumie też tego.
Ale zawsze może spróbować znaleźć swojego prawdziwego PRZYJACIELA - na to akurat nigdy nie jest za późno.
czwartek, 22 sierpnia 2013
czwartek, 1 sierpnia 2013
Każda ( książka), którą tu widzisz, była czyimś najlepszym przyjacielem.
Pamiętam, jak dopiero co nauczyłam się alfabetu. Nawet nie potrafiłam dobrze przeczytać jednego wyrazu, miałam 4 albo 5 lat. Pamiętam też jak Wujek kupował mi książki. I pamiętam moment, kiedy kazał mi dla siebie czytać całe rozdziały, a ja płakałam z bezsilności i błagałam, żeby już poszedł spać.
Wiem, że nie mogło mnie spotkać nic lepszego. I wiem też, że Wujek prawdopodobnie nigdy tego nie przeczyta, ale chcę Mu podziękować za to, że męczył mnie tym, bo chciał dla mnie dobrze.
Teraz czytanie jest nieodłączną częścią mojego krótkiego i irytującego życia.
Po śmierci Taty długo nie mogłam się w sobie zebrać, żeby wrócić do tego, co kocham. Bałam się, że jeśli to zrobię to zapomnę o rzeczywistości i nie będę mogła tego ze sobą pogodzić. Nie mogłam się bardziej mylić!
Za 12 dni minie dwa lata i siedem miesięcy od wydarzenia, które wywróciło moje życie do góry nogami. Nawet nie pamiętam, jaką książkę przeczytałam jako pierwszą. Jest ich po prostu za dużo. Z dzieciństwa oprócz baśni, bajek, legend, opowiadań itd. utrwaliła mi się w pamięci książka pt. `` Zaczarowany zwierzyniec `` - zbiór bajek itp. ale też książka, która wykształciła we mnie uczucia, bardzo dużo uczuć ( jak to książki ). Z lektur natomiast na zawsze zapamiętam `` Małego Księcia ``! Nigdy, ale to nigdy w trzydziestu paru stronach nie zawierało się tyle sensu ludzkiego życia...
Czasem też nienawidzę książek, może nie tyle książek co swojej wyobraźni. No bo kto nie chciałby być Bellą ze ``Zmierzchu``, Abby z `` Wyścigu po miłość`` czy inną bohaterką? Problemem jest to, iż mimo, że wiem, że dana bohaterka nigdy nie była, nie jest i nie będzie mną to ja uparcie się z nią utożsamiam przez co potem nie mogę funkcjonować normalnie.
Dla mnie wyobraźnia jest przekleństwem. Za dużo myśli. Zdecydowanie za dużo. Co mi z tego, że na czas czytania książki czuję się jak super bohaterka jak wraz z przełożeniem ostatniej strony ten świat się zamyka, znika?
Wiem, że nie mogło mnie spotkać nic lepszego. I wiem też, że Wujek prawdopodobnie nigdy tego nie przeczyta, ale chcę Mu podziękować za to, że męczył mnie tym, bo chciał dla mnie dobrze.
Teraz czytanie jest nieodłączną częścią mojego krótkiego i irytującego życia.
Po śmierci Taty długo nie mogłam się w sobie zebrać, żeby wrócić do tego, co kocham. Bałam się, że jeśli to zrobię to zapomnę o rzeczywistości i nie będę mogła tego ze sobą pogodzić. Nie mogłam się bardziej mylić!
Za 12 dni minie dwa lata i siedem miesięcy od wydarzenia, które wywróciło moje życie do góry nogami. Nawet nie pamiętam, jaką książkę przeczytałam jako pierwszą. Jest ich po prostu za dużo. Z dzieciństwa oprócz baśni, bajek, legend, opowiadań itd. utrwaliła mi się w pamięci książka pt. `` Zaczarowany zwierzyniec `` - zbiór bajek itp. ale też książka, która wykształciła we mnie uczucia, bardzo dużo uczuć ( jak to książki ). Z lektur natomiast na zawsze zapamiętam `` Małego Księcia ``! Nigdy, ale to nigdy w trzydziestu paru stronach nie zawierało się tyle sensu ludzkiego życia...
Czasem też nienawidzę książek, może nie tyle książek co swojej wyobraźni. No bo kto nie chciałby być Bellą ze ``Zmierzchu``, Abby z `` Wyścigu po miłość`` czy inną bohaterką? Problemem jest to, iż mimo, że wiem, że dana bohaterka nigdy nie była, nie jest i nie będzie mną to ja uparcie się z nią utożsamiam przez co potem nie mogę funkcjonować normalnie.
Dla mnie wyobraźnia jest przekleństwem. Za dużo myśli. Zdecydowanie za dużo. Co mi z tego, że na czas czytania książki czuję się jak super bohaterka jak wraz z przełożeniem ostatniej strony ten świat się zamyka, znika?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)