no i stało się.
kolejny etap za mną. w sumie nie sądziłam, że będę aż tak przytłoczona tymi zmianami... nawet fakt, że przecież wszystko wyjdzie mi na dobre jakoś mnie nie przekonywał. nie spodziewałam się też, że da mi się to wszystko we znaki do tego stopnia, że zapomnę o swojej codziennej radości.
na szczęście ten etap już za mną! nadal jestem w szoku, ale tak jest. i jestem stokrotnie wdzięczna wszystkim, którzy mieli w to swój wkład. tak na marginesie - chcę tylko powiedzieć, że mam najcudowniejszych przyjaciół na świecie. i jeszcze jest jeden człenio, który, wtedy kiedy trzeba, ciągnął mnie za warkoczyk i przywracał do pionu, jemu też dziękuję. jeżeli ktoś kiedyś zapyta mnie, gdzie poznaje się takich ludzi to powiem jedno - wszystkich poznałam przez przypadek i były to najpiękniejsze przypadki, jakie mi się przydarzyły.
teraz już codziennie się uśmiecham, cały czas i cieszę się, bo zapomniałam na chwilę jak bardzo to lubię. miałam wrażenie, że przez to wszystko zniknął mi nawet mój jedyny dołeczek, ale nie, jest ze mną cały czas, od maleńkości. skoro wytrwał już tyle to chyba nic nam nie straszne.
dlatego uśmiechajcie się ile wlezie, bo tylko tak można przeżyć w tym zwariowanym świecie.
to przychodzi bardzo łatwo i dzięki temu można poprawić komuś dzień, sprawdzone info.
ja zamierzam uskuteczniać to jak tylko się da, krzywo, bo po mojemu, ale zawsze z uśmiechem!
co by się nie działo - uśmiechajcie się!
J.