rozczochrane myśli.
wędruje sobie ktoś, w tą i w tamtą, słowem-wszędzie. no i po co? goni wszystko: innych ludzi, samochody, rowery, psy, ptaki, pełzającą dżdżownicę, ale przede wszystkim to czas. no i po co biec, jak można się zatrzymać, chociaż na chwilę? każdy się kiedyś zmęczy. a jak sie człowiek zatrzyma to i pinionżka znajdzie, odpocznie, zrelaksuje się, pomyśli nad swoim zachowaniem i może iść wydurniać się dalej przed "władcami tego świata".
"było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel - za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w brud."
tarararaa, fajny ten Perfect.
"Chustka" nadal się czyta, mądra kniga, nie powiem. tak się zastanawiałam dzisiaj jak to jest być chorym i doszłam do wniosku, że to jest, w pewnym sensie oczywiście, błogosławieństwo- zaczyna się rozumieć, po co to wszystko, doceniać, korzystać, cieszyć się, martwić tylko ważnymi sprawami, a nie tym, jak ciuch sobie kupić za zdobyte pieniądze, to wszystko wywraca się do góry nogami, ale jednocześnie sprawia, że ludzie potrafią odnaleźć siebie, odkryć. to jest wspaniałe. straszne jest to, że walka z tym gównem jest nierówna... myśli człowiek, że się pozbył, a tu się okazuje, że to zwierze wraca "a, podokuczam mu troche, to se zaraże, to, tamto, a jak mnie zdenerwuje to zaraże wszystko".
tak, to zdecydowanie jest niesprawiedliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz