tak jest, podobno.
no, a ja dzisiaj miałam retrospekcje, całkiem przyjemne swoją drogą. tak, to jest ten moment, kiedy wychodzisz z siebie i stajesz obok, żeby przez kilka sekund popatrzeć na to, co działo się kiedyś. obie dotyczą Taty. pierwsza to jak na ogrodzie uczył mnie grabić świeżo skoszoną trawę. ja zawsze byłam taką sierotą, że za mocno ściskałam stylisko, a potem ryczałam, bo odciski. a wtedy, kurcze, może to głupie, ale to było dla mnie jak magia, bo mogłam zgrabiać w nieskończoność i nic mi się nie działo...
druga dotyczyła tego, że On zawsze kładł się spać jako ostatni. i dzisiaj złapałam się na mega naiwnym pytaniu: czemu Mama gasi światło, skoro jeszcze Tata? zawsze dbał o to, żebyśmy mieli ciepłą wodę. ile razy Mu się usneło i budziłam Go jak szłam siku, dla niego woda mogła być zimna - my byliśmy ważniejsi.
mój Brat niedługo zostanie Tata, dosłownie za parę dni, wszyscy już odliczamy, bo ciężarówka (najukochańsza na świecie swoją drogą) niedługo się rozładuje - ja ogólnie dzieci nie lubię, ale tego spryciarza uwielbiam już teraz!
wiem jeszcze jedno, mianowicie to, że będzie dobrym ojcem, takim jak nasz Tata i jestem z niego bardzo dumna :)
takie mnie troche melanżocholie dopadają nocami, ale lubię je najbardziej.
Ps.: widzę Was, dzięki, że jesteście!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz