poniedziałek, 25 lipca 2016

trzy razy z rzędu przeżyć luty

ostatnio doszłam do wniosku, że moje opanowanie kiedyś mnie wykończy. chociaż w sumie ciężko nazwać to opanowaniem - robię się nieznośna dla innych. ja jakoś tego nie czuję, może jestem bardziej złośliwa niż zwykle, ale bez przesady. nie wiem czy nie lepiej dla mnie byłoby gdybym non stop chodziła wściekła, a nie raz na jakiś czas rzucała talerzem.

dzisiaj mam wolne, jeszcze dwa dni pracy i urlooooooooooooooop! trochę mi smutno, że nie będzie on wyglądał tak jak miał wyglądać... szkoda, że niektórym tak łątwo przychodzi niszczenie czegoś, co budowało się bardzo długo.

pfff, odezwała się ta, co odsuwa od siebie wszystkich. ale mam na swoje wytłumaczenie fakt, że życie mnie tego nauczyło.

w każdym razie - cieszę się, że przyjeżdża, naprawdę. i to bardzo, bo długo już się z nim nie widziałam. jak się odezwie to będzie super, jeśli tego nie zrobi, trudno, jakoś sobie z tym poradzę. w tym momencie boli trochę to, co powiedział mi po śmierci Taty - że jak będę potrzebowała pomocy to on mi zawsze pomoże... w sumie, nigdy nie potrzebowałam go bardziej niż teraz. nie chodzi mi tu o pomoc, tylko o to, żeby był. nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie mam za co - nie moja wina, że to czego miał się dowiedzieć ode mnie sprzedał mu ktoś inny nie pytając mnie o zdanie, bardzo mądrze swoją drogą... ale jak się szuka problemu na siłę to zawsze się go znajdzie.

jest moim Bratem do cholery, czy mu się to podoba czy nie ja nie mam zamiaru z niego rezygnować,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz