Jest czwarta nad ranem. Chyba powinnam pójść spać. Tylko kurcze, skończyłam oglądać film i jak zwykle nie mogę poradzić sobie z głową...
Dlaczego baby są takie głupie? Taka Scarlett - nie kochała Rhetta, bo chyba nie można kochać tak bardzo, że aż człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy. Cały czas latała za tym głupim Ashley'em, jakby jeszcze był tego wart. A Rhett kochał ją cały czas, od chwili, w której ją zobaczył. Zdaję sobie sprawę, że to tylko film, ale ile takich przypadków znam osobiście? Myślę, że za dużo. Ughh... Za to Lizzy, tak, to kobieta, która przypomina mi mnie samą. Mam takie samo uprzedzenie. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej? Co, jeśli przez to ominie mnie coś wyjątkowego? O ile już nie ominęło.
Dlaczego ludzie nie mogą być po prostu szczęśliwi? Przecież tak niewiele trzeba. Nie warto przejmować się głupotami. Gdy spotyka nas jakiś problem nie ma, co się użalać, trzeba spiąć tyłek i coś z tym zrobić, bo przez narzekanie i umartwianie się wszystko tylko odwleka się w czasie. To w sumie przypomina trochę topienie się - jak ktoś chce wypłynąć na powierzchnię to zepnie się w sobie i pokona wodę, ale jeśli ktoś się podda, no cóż, wtedy najzwyczajniej w świecie leci się na dno...
Czasem warto dać komuś dojść do słowa, można dowiedzieć się czegoś, czego kompletnie się nie spodziewamy. Nawet gdyby było to czymś, co miałoby nas zasmucić, co z tego? Szczerze mówiąc wolę wiedzieć takie rzeczy. Coś może mnie skrzywdzić, coś podnieść na duchu, nieistotne, ważne, że nie muszę się już nad tym zastanawiać, bo znam odpowiedź. Nikt nigdy nie mówił, że w życiu będzie z górki, a jeśli ktoś taki się trafił widocznie zbyt mało w życiu przeżył.
Niedługo będzie piąta... muszę znaleźć sobie takiego Darcy'ego albo Butlera, bo chyba tylko z takimi ludźmi mogę się dogadać. Wolę, żeby zapiekło od razu niż szczypało miesiącami.
Jest bardzo cicho - noc przerywa tylko chrapanie mojego Brata. Podobno też chrapię, to jest przerażające, bo nigdy mi się to nie zdarzało, ale chyba za dużo na siebie wzięłam. Dzisiaj pierwszy raz od dobrych paru miesięcy poczułam się tak jakoś dziwnie lekka. Paradoksalne jest to, że nikt mnie nie przytulił, z nikim nie rozmawiałam, pojeździłam trochę na rolkach ze słuchawkami w uszach i to wystarczyło...
Dobra, wystarczy, bo już sama nie wiem, o czym piszę, chyba zbyt lekko mi się zrobiło :)
Ogólnie to chodziło mi o to, żebyście się kochali, nie za coś, tylko tak zwyczajnie, po prostu, nie za pieniądze czy inny szajs, za to, że możecie w kogoś rzucić butem, wykrzyczeć mnóstwo niepotrzebnych słów tylko po to, żeby później móc za nie przepraszać. Nie wstydźcie się okazywać sobie uczuć, bo nie ma nic piękniejszego (nie mówię tu oczywiście o obleśnym całowaniu się na pokaz), chodzi mi bardziej o głupie trzymanie się za ręce, za poprawianie plecaka czy niesfornego kosmyka włosów, który z tylko sobie znanych powodów uparł się, że właśnie w tym momencie wejdzie Wam do oczu, jak już jesteśmy przy oczach, patrzcie sobie w nie, popychajcie się na ulicy, po to, żeby później zgrywać bohatera, gdy uda Wam się tego popchniętego złapać. I najważniejsze - przytulajcie się, wszyscy.
Wystarczą naprawdę małe gesty, żeby pokazać komuś, że jest dla nas ważny, róbcie je jak najczęściej, a wtedy rzadziej będziecie musieli patrzeć na zamykające się za kimś drzwi.
Dobrej nocy i kolorowych snów!
J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz