czwartek, 19 marca 2020

bezlitośnie niepospolity

czasem tak jest, że niektóre decyzje ciągną się za nami latami.

tak jest i w tym przypadku.


ktoś trafia na Ciebie, wydawałoby się, że w doskonałym momencie.

i nagle, nie wiadomo skąd, jak i kiedy wszystko, co dobre i długo budowane wali się w jednym momencie.

początkowo nie zdajesz sobie sprawy ze skali tego, co się stało. przyjmujesz to jako coś, co po prostu musiało się wydarzyć. przyzwyczajasz się do życia bez czegoś, do tego jak żyło się wcześniej, przed pojawieniem się tego kogoś.


problem polega na tym, że nic już nie będzie takie samo.


każda sytuacja będzie analizowana pod względem tego jak zrobiłaby tamta osoba. każdy gest kogoś innego analizowany pod względem zbieżności.

wszystko będzie podobne, wszystko.

po latach (sic! jak to brzmi!) dociera do Ciebie, że to, co Ci się przytrafiło było doskonałe pod każdym względem, a zostały z tego tylko zgliszcza przez Twój bezsensowny lęk.

lęk przed tym, że ktoś miał odwagę powiedzieć to, czego Ty nigdy w życiu nie usłyszałaś i zwyczajnie bałaś się zareagować tak samo, chociaż dokładnie to samo czułaś. i teraz patrzysz jak ten ktoś jest szczęśliwy i chociaż trochę kłuje to cieszysz się, że tak jest, bo ten ktoś zasługuje na to w stu procentach.

nawet jeżeli wszystkim, co Ci zostało jest tylko biały miś i tona wspomnień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz